
Nie wiem jak na Was, ale na mnie 2011 rok zrobił bardzo dobre pierwsze wrażenie. No dobra, ostatnie spadki na giełdzie i zawirowania wokół OFE może nie za bardzo, ale poza tym jest nieźle.
Tuż po Nowym Roku przeprowadziłem się do nowego mieszkania. Wynajmowanego. Jest fajnie, ale…
Ale alternatywą było zapakowanie się w kredyt hipoteczny z 10% wkładu własnego. Dobry / zły pomysł? Chyba jeszcze za wcześnie. Plany na własne mieszkanie odkładam na co najmniej rok.
To oczywiście nie jedyne zmiany, bo za jedną idzie masa kolejnych. A wszystko to sprawia, że wolnego czasu mam niewiele. Delikatnie mówiąc.
Tymczasem najwyższa pora podsumować grudzień i cały 2010 rok – no bo jak inaczej.
Finanse osobiste
Portfel stabilnego wzrostu i nie zawsze mądrych decyzji. Tak jednym zdaniem można opisać moje ostatnie inwestycje.
W grudniu działo się niewiele, za to na początku stycznia zaszalałem.
Zasiliłem portfel kolejną wpłatą (626 zł). Standard. Znudziła mnie jednak już ta rutyna, bo w sumie poza własnymi wpłatami nic się nie dzieje. Lokaty sobie wiszą, fundusze coś tam zarabiają…
A transakcji za bardzo nie widać.
I tu mocne wejście miały niemądre decyzje.
Na początku stycznia kupiłem 4 jednostki ETF na WIG 20 po 282 zł za sztukę.
Niezły timing, prawda? Liczyłem na odbicie od poziomu 280 zł, ale zamiast tego poszła lawina i indeks WIG 20 osunął się w kilka dni o 4%. Nie doceniłem efektu złych wiadomości o przyszłym losie składek do OFE, a także nie przewidziałem pogorszenia się sytuacji w Portugalii.
No pięknie.
Póki co jestem jakieś 40 zł na minusie. Na moją korzyść działa jednak wielkość pozycji, która jest… niewielka. To dla mnie duży plus, bo nie przejmuję się takimi nagłymi osunięciami, nie ustawiam też stop lossa. ETF nie wygasa, tak jak kontrakty terminowe, w jakimś ustalonym terminie, więc mogę go trzymać dopóki nie doczekam się wzrostów.
To tyle, jeśli chodzi o ostatnie tygodnie. A miniony rok?
Dysponując niewielkim kapitałem, rosnącym mniej więcej w tempie 500 zł na miesiąc – od 0 zł w styczniu do 6 000 zł pod koniec grudnia – udało mi się zarobić blisko 500 zł. Większość zysków pochodzi z ofert publicznych PZU i GPW.
W stosunku do ostatecznej kwoty własnych wpłat jest to zysk 8%.
Benchmark – WIG – wzrósł w tym czasie o ok. 16%. Porównywanie tych dwóch wartości może być mylące, bo zaczynałem rok od zera i konsekwentnie dokładałem.
Struktura portfela trzyma się mocno – pół na pół w giełdę i w lokaty. Ale to się niedługo zmieni, bo w drugiej połowie stycznia kończą się moje lokaty w Open Finance (mam nadzieję, że bank ich nie zgubi).
Mam plan, aby na kolejny okres w lokatach zostawić tylko połowę obecnie zainwestowanych tam środków, a resztę przelać na rachunek maklerski i zacząć parzyć sobie palce na nieudanych transakcjach.
W 2011 planuję bardziej aktywne inwestowanie, w porównaniu do dotychczasowej pasywno-lokatowej strategii.
Pierwsze transakcje będą typowo spekulacyjne, pod krótkie ruchy cen, tak abym mógł na własnej skórze odczuć skutki swoich decyzji. Może to mnie zmotywuje do większej staranności w analizach :). Na razie o długoterminowej strategii nie ma co mówić – inwestowana kwota jest na to moim zdaniem zbyt niska.
Pech do kart kredytowych trwa
Karta kredytowa keep it simple w końcu do mnie dotarła. Mam całe 19 dni na skorzystanie z promocji i cashbacku 1% ;).
Z otwarciem tej karty zamknąłem poprzednią – w Aliorze.
No i oczywiście były problemy.
Nie wiem czy macie tak samo, ale ja czuję, że za jakiekolwiek urzędowo-proceduralne sprawy się nie zabiorę, to zawsze po drodze będzie jakiś problem, czy niestandardowa sytuacja wymagająca dodatkowej interwencji.
Gdy coś idzie gładko i bezproblemowo – to tylko samotny wyjątek.
Próbowałem zamknąć kartę przez telefon. Z konsultantką spędziłem jakieś 30 minut, ale nie było to romantyczne sam-na-sam, bo co chwilę musiała konsultować się z przełożonymi. Z 90% całego czasu rozmowy czekałem, aż wróci z nowymi ustaleniami.
Skończyło się jednak na tym, że musiałem zacytować punkty z regulaminu kart, by przekonać tę miłą panią, że jednak da się zamknąć kartę kredytową przez telefon. I o ile konsultantka ostatecznie dała się przekonać, to wszechmocny System pozostał niewzruszony i po prostu nie udostępnił takiej możliwości.
Zastrzegłem więc kartę, aby mi jej przypadkiem nie wznowili za 35 zł. Resztę formalności (zamknięcie rachunku karty) załatwić muszę osobiście w oddziale.
Blog
Blog szczęśliwie wszedł w Nowy Rok bez problemów.
Nie publikowałem dużo, ale można powiedzieć, że biorę przykład z najlepszych ;).
W grudniu 2010 na Metafinansach pojawiły się dwa nowe artykuły:
- Miesiąc braku czasu – który najprawdopodobniej zamieni się w dwa miesiące, a może i nawet więcej. Tempo jest szybkie, a do tego dochodzą różne dziwne i czasochłonne wydarzenia (szukanie mieszkania, przeprowadzka).
- Co jest nie-tak z kartą keep it simple? Głównie to, że trzeba na nią czekać miesiąc. Trochę długo, zwłaszcza kiedy bank ogłasza promocję z 2-miesięcznym terminem ważności.
Poza moją ulubioną, czyli liczbą stałych subskrybentów RSS, która nadal rośnie. Bardzo Wam dziękuję!
Dalej już nie jest tak różowo – liczba unikalnych odwiedzin spadła o 12% w porównaniu do listopada.
Za to przychody z AdSense w końcu przebiły (choć z wielkim trudem) barierę wypłaty i w końcu – po raz pierwszy – Google szykuje dla mnie przelew.
Wielkie podziękowania dla autorów blogów, które ostatnio sprowadziły na Metafinanse najwięcej czytelników:
Na koniec podsumowania blogowego jeszcze część rozrywkowa, czyli najciekawsze zapytania Google, dzięki którym trafili tu nowi czytelnicy:
- blog Magdy Gessler – tu jestem sam sobie winien, bo powołałem się na szanowną kuchenną rewolucjonistkę w tytule wpisu, w którym ogłaszałem swoją współpracę z Kontomierzem.
- jaką czcionkę stosuje eurobank
- kupię wpis do indeksu - nieładnie!
- i mój osobisty faworyt – zidentyfikuj konia
Jak zaoszczędziłem 1 200 zł w 10 minut?
No i jeszcze mały tip of the month.
Gdy w grę wchodzą większe kwoty, niż za codzienne zakupy, warto negocjować.
Pisałem wcześniej o wynajmowaniu mieszkania. Jedno proste pytanie – „czy cena jest do negocjacji” (a potem kilka zdań uzasadnienia) pozwoliło mi ściąć kwotę wynajmu o 100 zł miesięcznie. W skali roku – 1 200 zł. Nieźle jak na krótką rozmowę.
Wynajmujący pewnie od początku zakładał, że będzie mógł zejść z ceny. Wystarczyło zacząć temat.
Albo mogłem pozostać w swojej strefie komfortu, nie podejmować żadnego wysiłku (rozpoczęcie negocjacji, przynajmniej u mnie, wymaga przełamania jakieś mentalnej/obyczajowej bariery, całkowicie irracjonalnej zresztą).
Naprawdę opłaca się przełamać wstyd i zacząć negocjować!
Chociaż pewnie i tak, mimo tego małego sukcesu, posypią się na mnie gromy, że wyrzucam pieniądze na wynajem, zamiast kupować własne, budować majątek itd. ;)
A jak dla Was rozpoczął się rok 2011?
Autorem ilustracji jest Mr.Mac2009










Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.
W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.
Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!
14 komentarz(y):
Jak odpowiada Ci wynajem i jestes zadowolony z tej opcji, to czemu mialyby sypac sie gromy? To indywidualna decyzja. Nie kazdy chce pakowac sie w kredyt, jesli nie ma gotowki na kupno.
Jestem zadowolony, ale cały czas trochę biję się z myślami, czy na pewno była to dobra decyzja. Nie wiem, muszę się jakoś przyzwyczaić do tego, że moje pieniądze nie idą na budowanie majątku, tylko na przetrwanie ;)
my powiem szczerze żałujemy teraz, że zamiast pakować kasę w mieszkanie nie kontynuowaliśmy wynajmu. teraz kiedy wyszła sprawa emigracji po prostu byśmy się zwinęli z resztą kasy i po bólu, a tak to trzeba czekać aż się znajdzie kupiec bo inaczej czeka nas rozłąka na jakiś nieokreślony czas. no ale kto to mógł wiedzieć, że tak się ułoży...
tak więc nie masz czego żałować ani się wstydzić, twoje życie twoje decyzje. a gromomioty przeważnie są jak psylogodzy: grzebią w cudzym interesie zamiast zająć się swoim.
To jest dla mnie największa wada kredytu hipotecznego. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy przez te 20-30 lat. A wątpię, aby moje życie, po podpisaniu umowy kredytowej, nagle stało się spokojne i przewidywalne ;).
Mam nadzieję, że nie jesteś uprzedzony do psychologów, bo właśnie czytasz blog jednego z nich (choć niepraktykującego w zawodzie) :).
Widzę, że dobre czasy przed nami. Osoby, które dotychczas trzymały żelazną dyscyplinę i kasę dzieliły 50:50, zaczynają mocniej angażować się w giełdę. Idę jutro do dentystki i jeśli jeszcze ona mi powie, że na giełdzie to teraz się świetnie zarabia, to i ja załaduję się na 100% w akcje. Hossa w pełni, prawie jak w połowie 2007...
A tak bez żartów to można bawić się teraz na okrągło. Jak nie ma hossy na akcjach to są certyfikaty na ropę, metale czy rolne. Jak nie to, kasę można przerzucić na waluty. Zabawa na całego :) Dla wyjątkowych konserwatystów można polecić catalyst.
Powodzenia w tym nowym roku, u mnie zaczęło się ładnym kilku % zyskiem.
Może dobre, może złe. Moja motywacja nie jest taka, że "rośnie, wszyscy dookoła mówią, że będzie rosło dalej, więc wchodzę". Raczej szukam większego urozmaicenia wśród inwestycji i kolejnych okazji do nauczenia się czegoś nowego.
Czas pokaże, czy to dobra droga :).
Ja też jestem na wynajmowanym obecnie, aczkolwiek zbieram kasę na wkład własny (tylko jeszcze nie wiem w jakim kraju wyląduje:).
Co do Open Finance i ich karty Keep It Simple to mi nie odpowiedzieli na kilkanaście maili a dzwonić do nich mi się nie chce. Ogólnie w okolicach Wielkanocy przyznali mi kartę, ale że mnie w kraju nie było to umowy nie podpisałem. A pisałem do nich czy oferta ważna, bo na święta byłem w kraju i mógłbym podpisać. Ale jak mnie olewają to ich strata, błagać o kartę przecież nie będę.
Ja w Aliorze wziąłem dodatkowe ubezpieczenia do karty i zwiększyłem sobie cashback przez to o 0,2% bodajże, więc nie narzekam.
Subskrybentów na RSS gratuluję, mi może 200 osób na liczniku w tym miesiącu uda się przekroczyć.
I życzę Ci wszystkiego najlepszego i jak najwyższego podatku na PIT-38 za ten rok (2011).
W Aliorze też miałem dodatkowe ubezpieczenie, co przy spłacie całości zadłużenia za każdym razem, dawało ok. 0,7% cashbacku. Ale nie wyrabiam kartą takich obrotów, by nie pobierali mi opłaty za wznowienie, nie udało mi się też wynegocjować takiego zwolnienia. Więc na razie rezygnuję i sprawdzam Open.
Dzięki za życzenia - nawzajem :).
@Krzysztof: A od kiedy kupno mieszkania to budowanie majątku? Jak rata (część odsetkowa) jest większa od kosztu wynajmu to widać czarno na białym że lepiej wynająć. Kredyt to pętla na szyję.
Łatwiej jest oszczędzić lub nie wydać niż zarobić inwestując. Oszczędzić 100 jest prosto, zarobić bardzo trudno. Nie mówiąc że stracić 100 jest już najprościej.
@topola: Podzielam Twój żart, jak mi dentystka lub panie w sklepie powie, że na giełdzie nie można stracić to sprzedaję akcje.
W UK jest o tyle fajnie że jest mnóstwo ETFów, prawie na wszystko i w oba kierunki: long i short. FTSE, ropa, cukier, srebro co tylko chcesz. Jak rośnie można kupić jednostki obstawiające wzrost, jak spada to obstawiające spadki. I tak w kółko. Oczywiście cały problem polega na tym kiedy to zrobić. Tej sztuki niestety nie opanowałem jeszcze ;)
@Krzysztof
osobiście do psychologów i innych speców od szajby nie mam, bazuję na filmowym stereotypie sieroty szukającej przyczyn każdej decyzji upatrują w relacjach z matką :)
@ topola
Gdzie tam dentystka, nie zapomnę, jak mi fryzjerka w czasach debiutu LC Corp mówiła: "sama słyszałam, jak Magda Mołek w Dzień Dobry TVN mówiła, że teraz jest hossa". Po tym, jak odradziłem jej kredyt na akcje (i przetłumaczyłem kilka pism), z wdzięczności miałem darmowe strzyżenie przez dobrych kilka miesięcy :D
@ Krzysztof
Poproszę teraz wpis pt. "Jaką czcionkę stosuje eurobank, czyli zidentyfikuj konia". Dwóch potencjalnych stałych czytelników gwarantowanych! (dostrzegą, że pochyliłeś się nad ich problemami)
Ja jeszcze nie slyszalam plotek "z ulicy", zeby kupowac i jest hossa na gieldzie, wiec nie jest zle ;-) Ale ja mam malo kontaktu z uslugodawcami ;-)
@Sokomaniak
I to jest sedno problemu. Póki co stać mnie na kredyt z niewielkim wkładem własnym, co oznacza wyższą kwotę kredytu, większy okres spłaty i większe oprocentowanie.
Matematycznie bardziej opłaca mi się teraz właśnie wynajmować i oszczędzać na wkład własny. Ale niezależnie od tego, psychologicznie łatwiejszy do zniesienia byłby koszt ponoszony na własne mieszkanie.
@Naokoło Wieży
Chyba nie uniosę powagi tematu takiego wpisu :).
Przy okazji - dzięki za link. Dodaję zwrotny u siebie.
Śmieję się z tymi plotkami z ulicy, ale z drugiej strony wcale nie ma się co dziwić. Wraz z końcem 2010 roku pojawiła się cała masa artykułów, że przegapiamy hossę, bo ludzie kupują jednostki TFI, ale tych najbardziej pasywnych. Jeśli dorzucić do tego tegoroczne zyski na metalach lub też to, co wyczyniał cukier w połowie roku, można dojść do wniosku, że trzymanie części portfela w depozytach jest stratą możliwości.
I w sumie jest to prawda. Jeśli ktoś odpowiednio szybko przerzuci w razie bessy kasę z rynku akcji na certyfikat na krótką ropę, jest zwycięzcą. A przecież jest jeszcze cała masa odwrotnie skorelowanych aktywów. Zamierzam się za to zabrać na blogu w najbliższej przyszłości.
Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.
W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.
Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!
Prześlij komentarz