Co robić gdy pojawiają się pieniądze?


Tak, wiem. Głupi problem.

Tym niemniej, przez ostatnie dwa lata z kawałkiem przeszedłem długą drogę. Od pięciocyfrowego długu, przez wyjście na zero i symboliczny nowy początek (mniej więcej w okolicach pierwszego wpisu na tym blogu), po pięciocyfrowe oszczędności.

Czy wszystkie finansowe taktyki nadal się sprawdzają?

Taktyki wyuczone w czasach, gdy pieniędzy brakowało. Lub pracodawca obniżał pensje i trzeba było szukać 20% luzu w budżecie.

I zostałem właśnie z takimi nawykami jak budżetowanie.

Nadal zbieram dosłownie każdy rachunek (nawet mimo tego, że zakupy robię głównie kartą i wszystko zapisuje mi się w Kontomierzu). Korzystam z tej samej excelowej formatki na domowy budżet co w 2010 roku (może z małymi modyfikacjami – tu doszła jakaś kategoria wydatków, tam wypadła), do której wpisuję wszystkie wpływy i wydatki.

Niektórzy robią gruntowną kontrolę swoich domowych finansów raz do roku. Wybierają jeden miesiąc i spisują dosłownie wszystko. Ja tak mam co miesiąc.

Nadal niezmiernie cenie sobie bezpieczeństwo finansowe, w tym bezpieczeństwo moich oszczędności. Większość prywatnych środków trzymam na lokatach i kontach oszczędnościowych. A do giełdy, czy nawet funduszy, podchodzę ekstremalnie ostrożnie. I tylko z pieniędzmi, na których stratę naprawdę mogę sobie pozwolić (choć boli).

Wciąż uważam na to, by nic nie marnować. Wody, energii, jedzenia. Korzystam tylko z tego, czego potrzebuję. Kupuję tylko to, czego potrzebuję (z zastrzeżeniem, że zabawa to też potrzeba :) ).

Pilnuję się z impulsywnymi zakupami.

Przed dużymi zakupami daję sobie kilka dni na przemyślenie.

Dokładnie pilnuję tego, by wydawać mniej niż zarabiam.

Dobre nawyki, chociaż niektóre w obecnej sytuacji to już trochę overkill. Czy naprawdę muszę notować każdy wydatek, czy może powinienem już na tyle mieć wyczucie domowego budżetu, że wiem na co mogę sobie pozwolić?

Może to już zbyt duża dyscyplina?

Ale czy warto pozbywać się - skądinąd korzystnego – nawyku, który już i tak wszedł w krew i jest praktycznie niezauważalny?

A może warto zacząć odważniej zarządzać oszczędnościami i pomyśleć o agresywniejszych inwestycjach? Bo to, co mam teraz, wygląda jak portfel człowieka tuż przed emeryturą. Ryzyko ograniczone do minimum. No ale zyski też.

--

Z drugiej strony łapię się na tym, że nie patrzę na ceny (kupując jakieś codzienne rzeczy). Idę do najbliższego sklepu i kupuję to, czego potrzebuję. I nie czuję się z tym źle. Nawet wiedząc, że dokładając 10 minut spaceru mógłbym zaoszczędzić kilka złotych robiąc część zakupów w Biedronce.

Nie mam też problemu z tym, aby kupić sobie komplet porządnych, zimowych ubrań na rower. Nie oszczędzam na zdrowiu i bezpieczeństwie.

--

Cały czas trzeba szukać równowagi.

A czy wy macie jakieś finansowe nawyki, których chcielibyście się pozbyć?

Autorem zdjęcia jest Stuart Herbert.

opublikowano 31 stycznia 2012

Jeśli podobał Ci się ten wpis to:




Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

14 komentarz(y):

Magdalaena pisze...

Wiesz co, trochę mnie rozczarował brak odpowiedzi na tytułowe pytanie ;-)

A co do drobnych wydatków -jeśli płacę w fajnym miejscu 10 zł za sok, to wszystko jest ok.
Ale jeśli w małym niewygodnym sklepie płacę za dużą colę 6 czy 7 zł zamiast 4 czy 5, mam wrażenie, że ktoś mnie robi w konia.

potwierdzam pisze...

Niestety Madalaeno, sklepy tak już działają, przyciągają jedną ceną by na innej sobie to odbić.

Ja podobnie jak autor staram się spisywać wszystkie wydatki, zarówno tematycznie jak i w zależności od miejsc. Jednak z dochodami miałbym problem, bo te wszystkie programy rabatowe, zwroty za coś tam. Po prostu Dochody z PIT'ów, wydatki z exela, a stan faktyczny z kont :) Na szczęście nic nie znika ^_^

Krzysiek pisze...

@Magdalaena
Bo ja cały czas szukam tej odpowiedzi ;). Na razie rozkładam ręce i nie wiem.
Ale pewnie z czasem dojdę do jakiegoś dobrego systemu w tej nowej sytuacji.

Jestem też bardzo ciekaw jak w podobnych okolicznościach radzą sobie inni.

Krzysiek pisze...

@Sebastian
Dochodów aż tak dokładnie nie spisuję. Jakbym miał śledzić odsetki z każdego konta i lokaty oddzielnie, do tego cashbacki i na koniec wypłaty i faktury - to bym się nie ogarnął spod sterty obliczeń :).

Obecnie mam cztery główne źródła dochodów - i po prostu zapisuję sobie ile z każdego dostaję. Bez dodatkowych szczegółów.

Qulin pisze...

Ja za to nie spisuje, przychodów i wydatków, ale zawsze na początku miesiąca składam się odkładać wcześniej określoną kwotę a potem co zostanie jest wydawane. Jeśli jest ok, to znaczy nie czekam do pierwszego na wypłatę to potem kwota do oszczędzenia jeszcze w górę.

Richmond pisze...

Zamozni ludzie bez zadnych dlugow tez patrza na ceny produktow, poluja na promocje, kupuja po dluzszym zastanowieniu itp. Dzieki temu sa wlasnie zamozni, bo kontroluja sytuacje.

Owszem, nie trzeba odmawiac sobie wszystkiego, ale warto miec jakies priorytety. Na jedne rzeczy mozemy wydac wiecej, bo sa dla nas najwazniejsze, na innych oszczedzamy, bo nie maja wiekszego znaczenia.

Pisze to ze swojego punktu widzenia i obserwacji ludzi, ktorzy nie maja zadnych kredytow (rowniez hipotecznych) i sa zabezpieczeni finansowo.

Gdy dostane wysoki rachunek za prad, bo wzrosly ceny, a ja zuzylam mniej energii to irytuje sie, mimo ze wysokosc rachunku sama w sobie nie jest dla mnie problemem. Ale dlaczego mam byc skubana?

Magdalaena pisze...

Ja notuję wszystkie dochody w tym odsetki - jak się to już raz wpisze do excela, to potem samo idzie.

A co do meritum - ja uważam, że w razie wzrostu dochodów nie ma co przepłacać an drobnych wydatkach, ale warto zastanowić się nad możliwością poprawy jakości życia na większą skalę.
Np. ja obiecałam sobie, że następny samochód kupuję z salonu, bo poszukiwanie poprzedniego (używanego) trwało wiele miesięcy i było upiornie uciążliwe.

Krzysiek pisze...

@Qulin
No tak, "płać sobie najpierw" dobrze się sprawdza. U mnie też - na początku miesiąca dzielę pieniądze na kilka części, tak aby zawsze na wszystko starczyło.

Czekanie do końca miesiąca z oszczędnościami zazwyczaj kończy się niczym.

Krzysiek pisze...

@Richmond
Być może bez takiej stałej kontroli łatwo jest wrócić do punktu wyjścia.

Kwestia ustalenia priorytetów to coś, przed czym teraz stoję. Tyle, że trudno ustalić jakiś długoterminowy cel. Bo ani nie chcę (póki co) własnego mieszkania, ani samochodu, podróże mnie nie bawią... Żadnego dużego wydatku na horyzoncie nie mam.

A przydałby się jakiś sens w zarabianiu pieniędzy w dwóch pracach... ;)

Krzysiek pisze...

@Magdalaena
Mi by się nie chciało nawet jednorazowo przeglądać każdego pojedynczego konta, by dopisać sobie kilka groszy odsetek do excela :).

Kontroluję to bardziej globalnie i wyliczam co miesiąc net asset value.

Ale może jak skończą z kapitalizacją dzienną i będzie się opłacało trzymać oszczędności na jednym koncie a nie na 30, to skorzystam z twojego sposobu.

Magdalaena pisze...

@Krzysiek - arkusz mi sam liczy te odsetki, a ja sprawdzam tylko ogólne saldo.

Richmond pisze...

Ja notuje wydatki pod koniec miesiaca, tak kontrolnie. Na poczatku miesiaca robie prognoze wydatkow na ten i na kolejne miesiace. Dzieki temu wiem ile bede potrzebowac i czy musze wyplacic sobie dywidende ze swojej spolki czy nie.

Ogolnie jednak wydatki sa na stalym poziomie.

Na pewno jest cos, co bardziej lubisz robic i cos co mniej lubisz robic. Jak cos Ci sprawia wieksza przyjemnosc, to przeznaczaj na to wiecej pieniedzy. A cos co ma male znaczenie, moze byc przecietnej jakosci.

Ja nie odkladam pieniedzy na konkretne cele, one same sie odkladaja na pozniej. Moze teraz nie potrzebujesz mieszkania czy samochodu, ale zapewne kiedys tak. Wtedy bedziesz mial juz gotowke na koncie i zycie bedzie latwiejsze.

Krzysiek pisze...

@Magdalaena
A te odsetki wliczasz za każdym razem jako dochód do miesięcznego budżetu? Mi by to akurat trochę zaburzało obraz finansów, bo te odsetki i tak zostają w oszczędnościach i nie traktuję ich jako środków bieżących.

Krzysiek pisze...

@Richmond
"Jak cos Ci sprawia wieksza przyjemnosc, to przeznaczaj na to wiecej pieniedzy."

Tak mniej więcej staram się robić. Wydaję pieniądze na rzeczy, które lubię. Albo na rzeczy, które robię / z których korzystam codziennie.

Z tego czasem wychodzą takie niby-paradoksy, że na samo przygotowanie roweru do jazdy w zimie (ciuchy, opony itp.) wydaję kwotę większą niż niektórzy na sam rower, za to wzbraniam się przed zakupem telewizora (za który ludzie potrafią dać kilka miesięcznych pensji / zadłużyć się na 12-24 miesiące).

Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

Prześlij komentarz

Podobne wpisy