
Listopad był szalony.
I to szaleństwo jeszcze potrwa co najmniej do końca roku. Nie mam jednak na myśli ani świątecznego szaleństwa zakupów, ani karnawałowego nastroju.
W ostatnim czasie działo się (dzieje się) wiele rzeczy, przez które większość moich planów musiała zostać co najmniej zrewidowana, jeśli nie całkowicie zmieniona.
Szczęśliwie są to głównie zmiany na dobre.
Ale po kolei.
Blog
Tryumfalnie ogłaszam, że Metafinanse stały się teraz blogiem, na którym każdy nowy post to duże wydarzenie ;).
W listopadzie opublikowałem tutaj dwie perełki:
- Jest mnie mniej, więc będzie mnie więcej – podsumowanie października
- Udany debiut GPW, czyli jak mały zysk zrobił duże zamieszanie
(W tym samym czasie na blogu Kontomierza opublikowałem trzynaście nowych artykułów.)
No dobrze, ale wróćmy na ziemię. Nic nie będzie w tym bardziej pomocne, niż kilka liczb.
W listopadzie blog miał nieco ponad trzy tysiące odwiedzin, co jest dość istotnym spadkiem w porównaniu do października.
Za to bardzo przyjemnie zmienia się struktura odwiedzin. 44,5% wizyt pochodzi z wyszukiwarek, 35,7% z witryn odsyłających, 14,4% to odwiedziny bezpośrednie, a reszta to RSS.
Wcześniej większość odwiedzin pochodziła z witryn odsyłających.
A skoro przy tym jesteśmy, to w ostatnim miesiącu najwięcej odwiedzin pochodziło z tych zaprzyjaźnionych blogów:
Wielkie dzięki!
Pod listopadowymi wpisami pojawiło się 15 komentarzy, za które też bardzo dziękuję.
Feedburner zaczał mnie wkurzać ciągłym rysowaniem zygzaków na wykresie, więc statystyki subskrybentów RSS ograniczam tylko do średniej za dany miesiąc.
Wygląda to czytelniej.
Co ciekawe, blog nadal „zarabia”. Mniej więcej tyle samo co przed miesiącem, czyli okolice 6 EUR.
Podejrzewam, że przychody nie spadły istotnie wraz z odwiedzinami głównie dzięki temu, że coraz więcej czytelników trafia tu przez wyszukiwarki. A tacy częściej klikają w reklamy.
W każdym razie być może już w grudniu uda mi się przebić magiczną barierę 70 EUR do pierwszej wypłaty. Miło.
Portfel inwestycyjny
Po wpłynięciu wypłat (liczba mnoga bardzo cieszy) za listopad i po zapłaceniu w pierwszej kolejności sobie, portfel już prawie, prawie dobija do 6 tysięcy.
Dokładna wartość na dzień 3.12 to 5 959,20 zł.
Na lokatach i kontach oszczędnościowych leży 2 935,04 zł.
Lokaty Optymalne w Open Finance kończą się w połowie stycznia i trzeba będzie się wtedy rozejrzeć za czymś nowym.
W eurobanku na kilkunastu kontach oszczędnościowych leżą zoptymalizowane paczki dające po 1 gr dziennie.
Fundusze miały lekki zjazd w listopadzie, ale w ostatnich dniach nadrabiają straty. Jak dotychczas łączny zarobek („na papierze”) to 34,96 zł, czyli bez szału.
Ale póki co wobec funduszy mam plany raczej długoterminowe, więc takie drobne wyskoki w górę i w dół nie powinny mnie specjalnie ruszać.
I już nawet nie ruszają. Gdy wkładałem tam pierwsze pieniądze to praktycznie codziennie sprawdzałem ich wycenę.
Teraz w zupełności wystarczy mi kontrolowanie sytuacji raz w tygodniu.
W biurze maklerskim trzymam środki przeznaczone (jednak) na ETF na WIG 20, ale już krótkoterminowo. Z tą „inwestycją” (cudzysłów, bo zdecydowanie bliżej temu będzie do spekulacji) czekam na korektę.
I w sumie wydawało mi się, że przecena z końcówki listopada potrwa jednak trochę dłużej niż te kilka dni i dojdzie do okolic 2500-2550 na WIG 20, ale nic z tego.
Zatem na razie w biurze maklerskim urządzam poczekalnię.
Wnioski z listopada i najbliższe plany
A gdzie ten tytułowy brak czasu?
W skrócie – wszędzie.
Z jednej strony typowy w mojej branży nawał pracy w czwartym kwartale, a z drugiej strony dodatkowe zobowiązania, których nie spodziewałbym się jeszcze kilka miesięcy temu.
I jakby tego było mało, to mam jeszcze kilka rzeczy do ogarnięcia poza pracą.
Wiecie, jak jest…
W sumie zostawia to niewielki margines wolnego czasu.
Dochodzi już do tego, że na prywatne wiadomości i maile, które nie są priorytetowe i nie muszą być dopilnowane natychmiast, odpowiadam dopiero w weekend.
I jak sobie z tym wszystkim radzić?
Mi bardzo pomagają dwie rzeczy.
Pierwszą jest wyrobienie sobie rutyny (i nie jestem jedyną osobą, która idzie tą drogą). Pewne obowiązki mam na stałe wpisane w harmonogram dnia, przez co powoli przeradza się to w nawyk.
Opór materii jednak daje się we znaki i czasami moja dyscyplina ulega. Do stuprocentowej skuteczności i trzymaniu się planu dnia co do joty jeszcze długa droga.
Druga rzecz to wyznaczanie sobie krótkich deadline-ów. Zauważyłem, że nic mnie bardziej nie motywuje niż presja czasowa.
Najważniejsze, że nie są to terminy, które ustawiam sam dla siebie – od razu deklaruję je przełożonym, czy klientom.
Gdybym ustalał sobie krótki termin i tylko ja bym o tym wiedział, to na pewno udałoby mi się wytargować (sam ze sobą) dodatkowych kilka dni na skończenie projektu. :)
A tak – nie jest to takie proste.
To szaleństwo potrwa jeszcze co najmniej do Świąt. Mam nadzieję, że potem uda mi się trochę odetchnąć.
W międzyczasie pozmieniały mi się długoterminowe plany, doszło kilka nieplanowanych jednokrotnych i wielokrotnych dodatkowych dochodów (dobrze, że nie wydatków).
Wszystkie takie nadprogramowe kwoty przeznaczam na fundusz planowy na duży wydatek za kilka lat (liczę, że jakoś 1-4). Taka konieczność.
Oczywiście nie zapominam o sobie i zostawiam sobie małą rezerwę na jakieś zachcianki i przyjemności, ale jest to teraz znacznie poniżej 30% przychodów, których się trzymałem jeszcze nie tak dawno temu.
Zresztą… nawet tego nie mam czasu wydać (haha, to dopiero komfortowa sytuacja). Ale zaległości w tym zakresie zamierzam nadrobić tuż po Świętach :).
Nie jest więc ze mną jeszcze tak źle.
I jeszcze jedno! W przyszły weekend wybieram się na Blog Forum Gdańsk 2010. Jeżeli chcesz pogadać, poznać się to daj znać. Networking na całego ;). Na pewno się jakoś dogadamy.
Autorem ilustracji jest Whiskeygonebad.









Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.
W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.
Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!
3 komentarz(y):
mam bardzo podobnie z adsense tylko zaczynałem w grudniu i 1 wypłatę może w styczniu lub w lutym będę miał
No to jesteś lepszy. Ja zaczynałem jakoś w październiku 2009 :)
Spadek liczby odwiedzin wg Google Analytics może się wiązać z niższymi przychodami z reklam. Ale mamy nadzieję, że spadek oglądalności zmotywuje internautów do częstszego odwiedzania bloga dzięki coraz większej liczbie wpisów.
Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.
W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.
Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!
Prześlij komentarz