
Duże zamieszanie i duże wrażenie.
Sam wcześniej raczej nie spodziewałem się wzrostu na debiucie większego niż 10%, a tu proszę - 20% na dzień dobry.
Nie zmienia to jednak faktu, że mówimy o nominalnie niskich kwotach.
A jednak i takie kwoty mają znaczenie dla osobistych finansów. Dlaczego?
Podsumowanie debiutu GPW
Tak jak większość inwestorów, dostałem maksymalny przydział, czyli 25 akcji (dla osób, których zlecenia nadeszły najpóźniej limit wyniósł 24 akcje) o łącznej wartości 1075 zł. Po drodze oczywiście prowizja.
Zlecenie składałem w eMaklerze w mBanku, który wyciął mały numer. Jeszcze przed ogłoszeniem ceny i maksymalnego limitu akcji eMakler reklamował promocję - 0,2% prowizji za zakup akcji GPW w ofercie publicznej.
Numer polegał na tym, że dopiero później doprecyzowano, że prowizja minimalna będzie taka jak zwykle, czyli 3 zł.
Koniec końców prowizja za zakup maksymalnego pakietu akcji w mBanku wyniosła coś ok. 0,28%.
No niech mają te kilkadziesiąt groszy, ale ogólnie zagranie niefajne.
Mogłem też nie zawracać sobie głowy mBankiem i złożyć zlecenie w BOŚ - wyszłoby taniej, ale z tym biurem maklerskim za bardzo kojarzą mi się straty na kontraktach terminowych ;).
W dzień debiutu, szczególnie rano, eMakler też rozczarowywał - a to odrzucał zlecenia, a to nie pozwalał się zalogować, albo działał bardzo, bardzo wolno.
Widocznie serwery nie wytrzymały tłumu inwestorów chętnych realizować zyski.
Inwestorów takich jak ja, bo zgodnie z moją strategią, gdy w dzień debiutu zysk wyniesie 10%, zamierzałem sprzedać akcje.
Ostatecznie zlecenie udało mi się złożyć dopiero ok. 10:00, więc cały pakiet poszedł za 51,70 zł.
Całkowity zarobek przed opodatkowaniem, a po prowizjach (łącznie 7,85 zł), wyniósł 209,65 zł.
No i w sumie najważniejszy wniosek z tego wszystkiego jest taki, że mogłem zarobić więcej (np. czekając do końca dnia i sprzedając po 54 zł), ale nie żałuję.
Jest to bardzo budujące z tego powodu, że powoli zaczynam uczyć się panować nad emocjami podczas gry na giełdzie (a bywały z tym problemy) i żal za utraconymi zyskami boli już mniej, jeżeli nie wcale.
Jak grać na giełdzie z większym spokojem? W moim przypadku zagrały trzy czynniki:
- Wielkość portfela. Oczywiście portfel nadal wygląda bardzo skromnie, ale konsekwentnie rośnie. Mając większy kapitał do dyspozycji nie trzeba już pakować wszystkich jajek do jednego koszyka. To istotnie ogranicza ryzyko. Ale i tak największą rolę zagrała tu...
- Wielkość pozycji. A raczej stosunek wielkości pozycji do całego portfela. Ten 1 000 zł to jest chyba dla mnie tak w sam raz. Wiem, że nie zarobię na tym dużo, ale z drugiej strony jeżeli stracę - nie będzie to aż tak bolesne. Na tej samej zasadzie żal za utraconymi zyskami jest mniejszy.
- Fundusz awaryjny. To chyba mój ulubiony wynalazek z kategorii finansów osobistych. Dzięki posiadaniu odpowiedniego zabezpieczenia finansowego wiem, że w razie nieprzewidzianych wydatków nie będę musiał nagle likwidować pozycji i wychodzić z inwestycji. Podczas gry na giełdzie nie muszę martwić się rachunkami (tu w grę wchodzi odpowiednie budżetowanie) ani awaryjnymi sytuacjami.
W odniesieniu do tego, co udało mi się dotychczas wypracować na blogowych inwestycjach, te dodatkowe 200 zł robi jednak dużą różnicę. Roczny zysk z moich inwestycji wzrósł tym samym o niemal 100%.
A to dość duża zmiana. To, że jedna transakcja robi takie zamieszanie nie jest chyba do końca dobre, no ale duże IPO nie zdarzają się przecież każdego dnia.
Nadprogramowa wypłata z karty kredytowej
Robiąc dziś to podsumowanie finansowe przyjrzałem się bliżej swojej karcie kredytowej i temu, co zostawia ona po sobie w portfelu.
I na szczęście nie było to spustoszenie, tylko złotówki.
W blisko rok korzystania z karty kredytowej uzbierało się tego 205 zł. Bardzo miły bonus.
Też chcesz? Sam korzystam z tych trzech prostych trików, dzięki którym zawsze coś zarabiam na korzystaniu z karty kredytowej:
- Cashback. W Aliorze mam efektywny zwrot 0,7% wartości każdej transakcji bezgotówkowej. Jako że praktycznie nie używam gotówki i wszędzie płacę kartą, ten niepozorny zwrot rośnie do poważnych kwot.
- Kupuj tylko wtedy, gdy Cię stać. Nie wtedy, gdy masz jeszcze limit na karcie, tylko wtedy kiedy masz pieniądze na koncie.
Ja mam taki system, że każdego miesiąca gdy przychodzi pensja przelewam ustaloną część na konto oszczędnościowe oznaczone jako "wolne środki". Gdy tylko zrobię jakieś zakupy kartą to przelewam kwotę transakcji z "wolnych środków" na drugie konto oszczędnościowe - "karta kredytowa". Staram się przy tym zaokrąglać kwoty w górę.
- Korzystaj w pełni z okresu bezodsetkowego. Przez cały grace period pieniądze leżą na kontach oszczędnościowych. Daje to dodatkowe złotówki odsetek.
Za dużo zabawy? U mnie taki system się sprawdza. U Ciebie nie musi, ale warto wiedzieć, że można w taki sposób zarządzać własnymi finansami i wydatkami i jeszcze mieć z tego jakiś mały bonus.
Trzeba zachować odpowiednie proporcje
Ogólna wartość portfela to na dziś 5 435,48 zł. Wcześniej postawiłem sobie cel, by do końca roku mieć tu 5 tys. no i chyba było to za mało ambitne, bo udało się miesiąc przed czasem.
Tym niemniej, biorąc pod uwagę, że jeszcze na początku roku nie miałem nic, to jestem dość zadowolony z tej dzisiejszej kwoty. Oczywiście można mówić, że takie 5 tysięcy to tak naprawdę kieszonkowe i drobniaki. No i faktycznie tak jest - zwłaszcza w świetle wszystkich blogów, które za cele stawiają sobie miliony, a nawet w porównaniu z innymi drobnymi inwestorami.
Ale chyba zamiast oglądać się na innych lepiej konsekwentnie iść swoją drogą. Póki co, cieszę się, że Metafinanse mogą nadal być blogiem o zarządzaniu małym kapitałem :).
Wracając na ziemię...
53% wartości portfela stanowią lokaty i środki na kontach oszczędnościowych. Bezpieczna ochrona kapitału i defensywna część moich inwestycji.
Kolejne 23% to fundusze akcji. Pozostała część portfela to należności ze sprzedaży GPW, które po zaksięgowaniu na koncie też pewnie trafią do agresywnej części portfela.
Zatem póki co portfel jest niemal idealnie podzielony na pół - połowa w funduszach i na giełdzie, połowa w lokatach. Nie odpowiada mi do końca ta proporcja - pisząc niegdyś o tym jak zainwestować 5000 zł właśnie, bardziej stawiałem na tę agresywną część.
Ale zamierzam iść w tę stronę i z miesiąca na miesiąc będę zwiększał swoje zaangażowanie w fundusze inwestycyjne i akcje na GPW.
Co sądzicie o takim podziale środków w portfelu? Czy rzeczywiście powinien być bardziej nastawiony na bardziej ryzykowne inwestycje? A może przy takich kwotach i tak nie ma to znaczenia?
Autorem ilustracji jest Saad.Akhtar





Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.
W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.
Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!
8 komentarz(y):
Najpierw słówko dotyczące wielkości portfela na giełdzie. Przez ponad rok walczyłem z grawitacją przy pomocy środków wielkości nie przekraczającej 3k. I często zdarzało się tak, że z trzech spółek, które miałem na oku wybierałem akurat nie tę, którą powinienem.
Ostatnio jednak dopłaciłem do rachunku 10k i obecnie mogę sobie pozwolić na 5-6 otwartych pozycji jednocześnie. I dopiero w takiej chwili docenia się znaczenie wielkości portfela. Nie przeszkadza mi fakt, że na którejś spółce nie zarabiam, gdyż dwie-trzy pozostałe generują mi zysk z nawiązką.
Tak więc wszystkim początkującym powiem - nie mniej niż 10k w portfelu giełdowym. Dopiero wtedy zabawa nabiera sensu.
Co do GPW to sprzedałem akcje po cenie 52.65 i w sumie jestem zadowolony. A że już jestem poza transakcją, nie przeżywam tego, co się z akcjami dzieje. Robię dalej swoje w zgodzie z planem.
Odnośnie składu portfela, ciekaw jestem czy fundusze akcji biją Ci benchmark. Po wejściu ETFu odrzucam już TFI jako alternatywę, kwestie 4% rocznie mają znaczenie.
Co do ryzykowności inwestycji to ciężko się wypowiadać. Ja zerkam na szeroki rynek i do tego dobieram zaangażowanie w akcje. Jesteśmy teraz na mocnym wykupieniu, więc jeśli mi się zwolni jakaś kasa, będę bardzo ostrożny przy ponownym wchodzeniu w akcje. W końcu nikt nie chce kupować na górce :)
cash back - to możliwość wypłaty pieniędzy w sklepie przy okazji zakupów
charge back - obciążenie zwrotne wykonywane po pozytywnym rozpatrzeniu reklamacji
money back - zwrot pieniędzy na rachunek karty jako bonus dla użytkownika
BTW: Jest co najmniej kilka lepszych kart kredytowych od tej z Alior Banku
1. BPH Karta zakupowa 1,5% ( do 300 zł rocznie od banku ). Zwolnienie z opłaty od 12000 rocznie
2. Karta Polbank Era 1%/ Prestiżowa 0,9% , w obu transakcje zagraniczne z dowolnej waluty są bezpośrednio przeliczane na PLN
(moneyback do 750 zł Era / do 600 zł Prestiż)
zwolnienie z opłaty
od 36 transakcji Era / od 60 transakcji Prestiż
3. Dla tych co kupują często w Carrefour lepsza może być Carrefour VISA - bony do 10% wartości zakupów
@topola
Co do funduszy to nie wiem, czy nie jest jeszcze za wcześnie na podsumowanie wyników. Inwestuję w fundusze dopiero kilka miesięcy. Pewnie na koniec roku się zabiorę za jakieś takie wstępne podsumowanie.
ETF na WIG20 jest na razie poza obszarem moich zainteresowań - pisałem o tym tutaj.
Wracając jeszcze do wielkości portfela, to zaczynam przyzwyczajać się do myśli, że jakieś poważniejsze inwestowanie zacznie się dopiero powyżej 10k.
Ale jak na razie te 200 zł z GPW też mnie cieszy - całkiem na poważnie :).
@niktwazny
Z tym nazewnictwem jest problem, bo w każdym banku jest trochę inaczej i generalnie "cash back" i "money back" stosuje się naprzemiennie.
Chociażby w banku, w którym mam kartę kredytową, czyli w Aliorze, zwrot części transakcji to właśnie "cash back".
Co do lepszych ofert na rynku w zakresie kart kredytowych, to te które wymieniłeś, może są lepsze na papierze, ale nie są lepsze dla mnie.
BPH raczej odpada, bo nie wyrobię rocznie takiego obrotu na karcie, więc dostanę po głowie opłatą. Chociaż jeżeli można to ominąć rezygnując co roku z karty i występując o nową, to może warto się zainteresować.
Polbank odpada, bo nie lubię tego banku i niedługo z niego rezygnuję (chociaż powtarzam to już chyba od kilku miesięcy ;) ).
Carrefour odpada, bo tam nie kupuję.
Ja, choć mam jeszcze mniej gotówki do zainwestowania, będę chyba starał się większą część angażować agresywnie. Większy potencjał ryzyka, jednak wg mnie nauka, jaką można z takiej działalności wynieść jest niewspółmiernie wyższa i w przyszłości może dać o wiele większe zyski. ;)
Inwestowanie w naukę to najlepsza inwestycja ;)
Ja z GPW się wstrzymałem, teraz żałuję. Był szał na Tauron, okazało się że niewiele na tych akcjach się zarobiło niż wcześniej szacowano. Myślałem, że GPW również mało pieniędzy wygeneruje.
witam
zrezygnuj z zabawy z emaklerem
inwestuj (graj) za pomoca swojego bosia albo zaloz sobie rachunek w kbc (jak jestes studentem masz super prowizje, musisz tylko spełnić rygor wieku) albo w aliorze
o bre zapomnij na długo
Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.
W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.
Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!
Prześlij komentarz