Mam kilka źródeł mniej-lub-bardziej stałego dochodu, ale giełda nie jest jednym z nich.
Choć oczywiście w ostatnim miesiącu nie było najgorzej, portfel załapał się na efekt stycznia, a aktywa na giełdzie zwiększyły swoją wartość o jakieś 5-6%. Naturalnie, wszystko „na papierze”.
Tymczasem pieniądze biorą się z czegoś innego. Z czego?
Z pracy! Co za zaskoczenie!
To tu najwięcej inwestuję. Czasu i energii. I ze zwrotu z tej inwestycji jestem coraz bardziej zadowolony.
Przeglądam swój budżet sprzed dwóch lat i zaskakują mnie trzy rzeczy.
Po pierwsze, że już tyle czasu dokładnie śledzę swoje wydatki.
Po drugie, że właściwie przez cały ten czas doskonale sprawdziła się ta formatka budżetu (fajna i za darmo!). Oczywiście, z pewnymi drobnymi modyfikacjami tu i tam – np. wymuszonymi przez dodatkowe kategorie wydatków związanych z działalnością gospodarczą.
Po trzecie, że zarabiam („na rękę”) teraz ok. 2,5 razy więcej niż dwa lata temu.
Jak?
- dywersyfikacja źródeł dochodu, nowe źródła dochodu (praca w dwóch firmach, drobne zarobki na blogu)
- optymalizacja podatkowa (działalność gospodarcza)
- podnoszenie kwalifikacji, otwartość na nowe wyzwania
- dużo pracy, mało czasu
Tym niemniej – da się. Nawet po psychologii. Wcale nie trzeba być „oburzonym”.
W tej sytuacji mogę pozwolić sobie na to, by mój portfel nadal głównie budowały wpłaty własne. A niekoniecznie stopy zwrotu.
Cele finansowe na 2012
Początek roku sprzyja stawianiu sobie celów finansowych na jego koniec.
Sam wciąż jestem na etapie szukania właściwych priorytetów. Żaden duży wydatek w najbliższej przewidywalnej przyszłości mnie nie czeka: nie chcę ani własnego mieszkania, ani samochodu, ani dzieci.
Największe jednorazowe wydatki w tym roku to przygotowanie roweru do jazdy zimą (zrobione) i zakup nowego komputera (luty/marzec, pieniądze już odłożone).
Mam też coraz większe opory przed zostawianiem wszystkich pieniędzy na emeryturę, bo raczej nie pracuję i nie żyję tylko po to, by później być wesołym staruszkiem. Albo najbogatszą osobą na cmentarzu.
Ten rok pewnie będzie przełomowy, jeśli chodzi o długoterminowe cele.
W międzyczasie przyda się jakaś tymczasowa mapa finansów osobistych.
Zatem, do końca 2012 roku planuję:
- dojść z portfelem inwestycyjnym blogu do 30 000 zł
- dojść z ogólną sumą prywatnych oszczędności do 100 000 zł
Portfel inwestycyjny blogu
Pod koniec stycznia dorzuciłem 5 000 zł dzięki czemu wartość portfela przekroczyła symboliczną sumę 20 000 zł.
W portfelu znajdują się obecnie:
- 120 akcji CORMAY
- 19 certyfikatów ETFW20L
- 38 certyfikatów RCSILAOPEN (srebro)
- 250 akcji TAURONPE
Reszta, czyli 8 703,88 zł leży na krótkoterminowych lokatach lub oprocentowanych kontach.
Zyski z moich dwuletnich zabaw z akcjami, kontraktami i lokatami są takie sobie, a wykresy własnych wpłat i całości kapitału wciąż na siebie nachodzą, zamiast ładnie się rozjeżdżać, jak u kolegów.
Najważniejsze jest to, że wszystko idzie do góry.
Popularność blogu
Styczeń był miesiącem powolnego odrabiania grudniowych strat. Metafinanse miały wtedy jakieś 2-3 tygodnie wolnego, co odbiło się także na noworocznych statystykach.
Miesięczna liczba unikalnych odwiedzin utrzymuje się w okolicach 2 500, a odsłon zbliża do 5 000.
Dużą zasługę mają w tym zaprzyjaźnieni blogerzy, którzy zamieścili u siebie odnośniki do Metafinansów. W styczniu najwięcej czytelników weszło tu ze stron: na-plus blog, APP Funds i Droga do wolności (od niedawna pod nowym adresem www.droga-do-wolnosci.pl).
Google PageRank to niezmiennie 4/10.
W styczniu opublikowałem pięć nowych wpisów, jednak żadnemu z nich nie udało się przebić popularnością evergreenów wszechczasów. Cóż, będę próbował dalej :).
Reklamy na blogu
Wpływy z AdSense osiągnęły w styczniu szałową wartość 7,46 EUR. Ale nawet jeśli te skromne zarobki utrzymają się na podobnym poziomie w przyszłości, to już za miesiąc przekroczę próg kolejnej wypłaty. Miło.
Cieszy mnie też zwiększone zainteresowanie blogiem ze strony reklamodawców. Dostaję coraz więcej propozycji współpracy – i są to propozycje zdecydowanie lepszej jakości niż jeszcze kilka miesięcy temu.
A zdarzały się takie fantastyczne oferty, które można streścić zdaniem „pan nam napisze artykuł na naszą stronę, a w zamian wymienimy się linkami”. I to nie były propozycje od innych blogerów w sprawie wpisów gościnnych, tylko od jakichś nowopowstałych portali finansowo-kredytowych.
Dziś jest dużo lepiej i widać, że świadomość reklamodawców i kultura współpracy jest naprawdę wysoka.
Dlatego też od czasu do czasu może pojawić się tu jakiś wpis sponsorowany lub długoterminowa kampania reklamowa.
Zawsze będę dbał o to, by treści na tym blogu – sponsorowane czy nie – były dla was przydatne, wartościowe i byście dostawali tu to, po co tu przychodzicie. Finansowe tips & tricks, przykłady z życia, czy opisy najlepszych ofert bankowych. Ładnie sformatowane, napisane poprawnym stylem i ozdobione jakimś zdjęciem drogi z Flickra.
Jeśli chodzi o reklamy, to nigdy nie przyjmę pop-upów czy innych irytujących wynalazków (automatycznie włączający się dźwięk, anyone?).
No i przede wszystkim jestem otwarty/uczciwy wobec czytelników, jak i reklamodawców. Każdy sponsorowany artykuł jest odpowiednio podpisany w stopce, tak aby było wiadomo jaka treść na tym blogu powstała na zamówienie.
Mam nadzieję, że podejdziecie pozytywnie do ewentualnych sponsorowanych treści na Metafinansach. A jeśli mimo tych wyjaśnień komuś przyjdzie do głowy komentarz w stylu „sprzedał się!”, to proszę go wysłać jakieś dwa lata wstecz, kiedy to pojawiła się tu pierwsza reklama Google AdSense.
A ze wszystkimi innymi komentarzami zapraszam poniżej:
Autorem zdjęcia jest catface3.








Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.
W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.
Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!
15 komentarz(y):
"Przeglądam swój budżet sprzed dwóch lat i zaskakują mnie trzy rzeczy. Po pierwsze, że już tyle czasu dokładnie śledzę swoje wydatki."
Wiesz co, nie chcę Cię zniechęcać, ale mnie niebawem stuknie 20 lat, jak notuję swoje wydatki. Zaczęłam pod koniec podstawówki i dzięki temu na początku mój miesięczny bilans mieścił się na kartce A5.
@Magdalaena
Ależ mnie to nie zniechęca. Rozpisywanie budżetu na początku miesiąca i mieszanie w nim w trakcie nawet mnie bawi :).
Już tak mam, że lubię monotonne czynności (praca związana ze statystyką ftw).
Dobry wpis, jak zwykle.
Też na początku prowadzanie bloga było przychód pasywny, inne źródła dochodów, a życie pokazuje że stara dobra praca jako źródło dochodów nadal rządzi.
Jak jesteś dobry w tym co robisz to dobrze zarobisz w głównej pracy, dodatkowo w pracach pobocznych coś wpadnie i tak życie się toczy.
Miło mi widzieć, że blog się rozwija i mój blog jest na liście top 3 z ruchu do Ciebie.
A co do reklam, widać że mamy nowy rok i nowe budżety na reklamę:)
@Marek
Myślisz, że te reklamy to kwestia tylko noworocznych budżetów?
Ja naprawdę widzę, że nastawienie do blogerów zdecydowanie się zmienia i wygląda to coraz bardziej pozytywnie/profesjonalnie (a nie na zasadzie "to może popisze pan dla nas w zamian za sam prestiż pisania dla Poważnej Firmy").
Blog to nie tylko korzyści finansowe, ale też duża satysfakcja :)
@Qulin
No jasne. Jakbym miał prowadzić bloga wyłącznie dla pieniędzy to pewnie dawno bym już zrezygnował :).
Przy okazji - witam na liście linków do polecanych blogów ;).
@Krzysiek
nie mówię, że to tylko kwestia noworocznych budżetów, ale co tydzień dostaje teraz maila z zapytaniem o koszty reklamy i formy, podczas gdy jeszcze 2-3 miesięcy temu taka sytuacja nie miała miejsca.
A nastawienie do blogów się zmienia, aczkolwiek nigdy nie miałem oferty, typu Pan napisze i będzie miał satysfakcję.
A na blogu można zarobić i to niekoniecznie czekając na oferty. Ja miałem dwie kampanie reklamowe, gdy sam zgłosiłem się z propozycją reklamy do firmy:)
@Marek
No a ja w zeszłym roku takie fantastyczne oferty dostawałem średnio raz na miesiąc ;).
A teraz faktycznie - z jednej strony dużo lepiej, a z drugiej dużo więcej.
Ładne statystyki i ładne cele na 2012 rok. Oby się udało.
Niestety jeszcze niewielu oszczędzających zdaje sobie sprawę, że na początku drogi pieniądze nie biorą się z 4% na koncie oszczędnościowym, a ze zwykłej, regularnej pracy. Przyjemnie się Ciebie czyta; czysto i w temacie.
@Ranking...
Pewnie jesteś tu nowy, więc przypomnę, że w komentarzach podpisujemy się tu imionami lub pseudonimami. Nie frazami pozycjonującymi.
@Paq
Dokładnie, przede wszystkim praca, czasem ciężka i do późnych godzin :). Tymczasem ludzie nadal szukają kursów jak zostać rentierem w kilka lat...
@Krzysiek - Paq to mój pseudonim od X lat, więc nie ma on nic wspólnego z pozycjonowaniem. To, że akurat prowadzę bloga o SEO, a komentuję tutaj wpisy to zwykły zbieg okoliczności, więc mam nadzieję, że nie będzie Ci to przeszkadzało.
To jeszcze w temacie dodam, że sam jestem przykładem na to, że najpierw naczytałem się Kiyosakiego (wbrew pozorom można z niego wyciągnąć kilka ciekawych schematów działania i nieco rozjaśnia pojmowanie pieniądza, ale wtedy było na niego za wcześnie; jak większość traktowałem go jak swojego przewodnika po sukcesie na polskim rynku rentierostwa - jak jest, każdy widzi), blogów o generowaniu dochodów z obrotu pieniężnego, a nie zwykłej pracy. Z czasem doszły jakieś amerykańskie filozofie "nic nie robiłem, a się dorobiłem" itd. Na szczęście szybko z tego wyrosłem i teraz racjonalnie podchodzę do panującego w kraju rynku.
Kiedy przyszło rejestrować mi firmę, to czas znów spojrzeć sobie w oczy i wrócić do regularnych dochodów, bo skala "inwestycji" 5-10% nie zrobiła z nikogo jeszcze milionera.
@Paq
Moje narzekanie na pozycjonujące komentarze dotyczyło jednego wpisu wyżej.
Pytanie, z jakiego powodu wykresy się nie rozjeżdżają. Może wstrzymaj się na razie z ryzykownymi inwestycjami?
Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.
W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.
Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!
Prześlij komentarz