Czy już stosujesz te dobre nawyki zakupowe?


No to dziś będzie o zakupach. I to nie byle jak!

Jako psycholog muszę zacząć wpis o efektywnych zakupach od jednej fundamentalnej porady dla par.

Jest to rzecz tak podstawowa, że dziwi mnie jej brak w różnych zestawieniach sposobów na oszczędzanie na zakupach.

W wersji dla pań: Zawsze gdy wysyłasz swojego mężczyznę na zakupy poświęć dużo czasu by jak najdokładniej wytłumaczyć co ma kupić. Najlepiej pokaż opakowanie i opisz mniej więcej, w którym miejscu sklepu może to znaleźć. No bo ile razy on nie kupił tej konkretnej rzeczy, której potrzebowałaś, a tłumaczył się, że „kupiłem przecież prawie to samo”.

W wersji dla panów: Zawsze dokładnie dopytaj się co masz kupić, ze wszelkimi możliwymi szczegółami. Ile razy ona mówiła „kup jakiś dobry proszek do prania”... Kupowałeś, a w domu okazywało się, że zupełnie nie o to chodzi, bo przecież wiadomo, że jakiś dobry to Ariel/Vizir/Persil/jakakolwiek inna marka, 5l, do kolorowych ubrań, ze specjalnymi enzymami itp.

To jest według mnie podstawa.

I tak – zanim zdążycie zapytać – tak, udało mi się kilka razy pokłócić o zakupy, bo np. kupiłem „napój” zamiast „soku”, albo dżem o innym smaku niż trzeba. ;)

No ale koniec o moim życiu prywatnym.

Jeżeli chcesz oszczędzić sobie nerwów i nie chcesz ładować do koszyka rzeczy, które potem okażą się niepotrzebne lub całkowicie chybione – ustal dokładnie co masz kupić. Z detalami – odłóż na chwilę minimalizm. Akurat tym razem się opłaci.

Lista, lista, lista…


Gdy wiesz już co chcesz kupić – spisz to, zrób listę. Nie ma sensu ganiać godzinę po sklepie i po drodze „przypominać sobie” o kolejnych potrzebnych rzeczach do domu. A życzliwi merchendiserzy chętnie zadbają o to, byś przypominał sobie jak najczęściej o jak największej ilości rzeczy.

Nie daj się!

Nie warto jeździć na małe zakupy do hipermarketu. No chyba że masz żelazną dyscyplinę. Na ogół jednak na „małe zakupy” wydasz mniej w sklepie osiedlowym – mimo, że ceny są tam wyższe niż w dużych sklepach. Jak to działa?

Małe zakupy to zazwyczaj żywność na krótki okres czasu, oraz inne artykuły „pierwszej potrzeby”. Te typy towarów są zawsze wykładane w najdalszym zakątku sklepu, w ostatniej alejce. Wiadomo po co – byś po drodze zobaczył jak najwięcej różnych towarów i może coś kupił. Ale nie tylko o to chodzi.

Podczas swojej wędrówki zobaczysz tłumy innych klientów. A każdy z nich będzie śmiało pchał przed sobą wielki koszyk, wypchany po brzegi różnymi duperelami – 4 bagietki, trochę słodyczy, zeszyty dla dziecka, książka Grocholi, zestaw sztućców i dmuchany krokodyl. Lub jakiś inny dziwny mix.

Zawrót głowy.

A jak przy tym wygląda Twój koszyk? Puściutko. „Małe zakupy”. W tym miejscu mężczyźni mają zdecydowanie gorzej, bo włącza się rywalizacja, polowanie, pierwotne instynkty… i tak dalej. Byleby mieć więcej i wrócić do domu z lepszym łupem niż sąsiad. O.

A skoro jesteśmy już przy pierwotnych instynktach…

[18+] Różnica między mężczyznami a kobietami


Mężczyźni i kobiety mają fantastycznie różne podejście do zakupów. Weźmy na przykład wspólne zakupy „ciuchowe”.

U mężczyzny typowo wygląda to tak:

- Chcę kupić spodnie

Ok, idziemy do sklepu, niech to będzie jakiś jeansowy Levis albo Wrangler (losowy przykład). Co się dzieje?

Szybki „skan” po sklepie: czy jest fason taki jaki chcę, czy pasuje mi kolor, czy jest mój rozmiar? Jeżeli tak to przymierzam dwa, góra trzy warianty i zapada decyzja: kupuję albo nie.

10-15 minut i gotowe.

A u kobiety tak:

- Chcę kupić sobie sukienkę
Ok, idziemy do sklepu. Ale tutaj podobieństwa się kończą.

- Co sądzisz o tej bluzce?
- Myślałem, że kupujemy sukienkę?
- Tak, tak, ale najpierw muszę się trochę rozejrzeć. Więc co myślisz?
- Ładna.
- Tak? Pasuje mi ten kolor? To może ją przymierzę?
- Może znajdź najpierw sukienkę po którą przyszłaś, a potem będziemy szukać innych rzeczy?
- Ale to zajmie tylko chwilę - mamy przecież dużo czasu...

Sytuacja rozwija się jeszcze przez kolejne kilkanaście minut (nadal w tym samym sklepie). W tym czasie następuje jeszcze przymierzenie bluzki, szalika i rozmowa ze sprzedawczynią na temat kolorów pasujących do cery/oczu/włosów itp.

Mężczyzna kończy zazwyczaj na zewnątrz sklepu „by więcej nie marudził”.

A ja powinienem skończyć z tymi przykładami z życia. No ale załóżmy, że jest to taka stereotypowa sytuacja.

Robię zakupy od 100 000 lat, więc wiem co robię?


Ten stereotyp nie wziął się jednak z nikąd. By go wytłumaczyć trzeba sięgnąć do historii, i to znacznie starszej niż historia starożytna.

Wszystko zaczęło się ok. 100 000 lat temu…

Wtedy to ludzie żyli w swoich małych, prymitywnych plemionkach. Nikt wtedy jeszcze nie słyszał o feminizmie, więc role mężczyzny i kobiety były jasno określone. Mężczyzna polował, a kobieta zajmowała się ogniskiem domowym oraz w międzyczasie zbierała jagody. Tak to mniej więcej wyglądało w społecznościach łowiecko-zbierackich.

Polowanie miało jasny cel – ubić zwierzynę i przynieść mięso i skóry. Na początku tropienie i ocena sytuacji, a gdy nadszedł odpowiedni moment – atak… i po wszystkim.

A zbieranie jagód, czy innych owoców? Powoli, spokojnie – tu się rozejrzę, tam się rozejrzę, może na drugiej łączce będą słodsze jagody, może nie, może wezmę trochę tych i trochę tych, trochę z tego krzaczka, trochę z tamtego, najpierw jeszcze posmakuję, oj - chyba zapomniałam koszyczka….

Dziesiątki tysięcy lat takich wzorców zachowań odcisnęły swoje piętno na naszych dzisiejszych zachowaniach – zakupy robimy w ten sam sposób, w jaki kiedyś polowaliśmy/zbieraliśmy pokarm.

Tylko czasy mamy trochę inne.

No ale zostawmy już ewolucję gatunku i wróćmy na dobre do zakupów.

Jak robić zakupy by nie wydać za dużo


No to na koniec mam kilka praktycznych rad - jak kupić wszystko czego potrzebujesz i nie wydać ani grosza za dużo.
  • Ustal dokładnie co masz kupić – unikniesz nieporozumień i kupowania niepotrzebnych rzeczy.

  • Zrób wyczerpującą listę – kupuj tylko to, co jest potrzebne. Unikaj rzeczy, które „kiedyś mogą się przydać”. Gdy już stworzysz listę, bądź konsekwentny i trzymaj się jej.

  • Mądrze korzystaj z promocji – pamiętaj, że duże sklepy obniżają marże na pewne grupy produktów (i sprzedają je czasem poniżej kosztów). Wykorzystuj to, ale wiedz, że jest to tylko wabik, bo na innych produktach sklepy mają już wielokrotną przebitkę. I tak się dziwnie składa, że to właśnie te towary najczęściej ustawiane są na linii wzroku i w najłatwiej dostępnych miejscach…

    Inna sprawa, że nie każda promocja jest korzystna. Zawsze policz, co Ci się lepiej opłaca.

  • Wózek – jeżeli nie planujesz naprawdę dużych zakupów, weź zwykły mały koszyk. Te wielkie, druciane wózki na kółkach wyglądają tak smutno gdy są puste – aż same się proszą, by włożyć do nich więcej i więcej.

  • Unikaj impulsywnych zakupów – czasami trudno jest się powstrzymać, ale chwila refleksji i pytanie „czy naprawdę tego potrzebuję?” może pomóc. Jednak najlepszym sposobem na istotne ograniczenie liczby impulsywnych/zachciankowych zakupów jest zostawienie dziecka w domu (bo przecież dzieci to same impulsy).

  • Sprawdzaj terminy ważności – bardzo możliwe, że produkty z kończącym się terminem ważności będą wystawione w najlepszym miejscu – by zeszły jak najszybciej. Łatwo zapakować taki produkt do koszyka, ale potem trzeba wcinać w domu 5 kilo frytek w dwa dni, bo zaraz skończy się termin.

  • Skoro już mowa o jedzeniu – do sklepu nie warto wybierać się „na głodnego”. Uczucie głodu sprawia, że kupujemy więcej.

  • Uważaj na downsizing – duże opakowanie często zawiera więcej powietrza, niż właściwego produktu (producenci chipsów – to o Was!). Sklepy obecnie mają obowiązek podawać cenę za daną jednostkę miary danego produktu – np. cenę za litr lub kilogram. Warto zwracać na to uwagę (dlatego na etykietach sklepowych jest to pisane jak najmniejszą czcionką).
Mam nadzieję że te drobne porady pozwolą Wam uniknąć niepotrzebnych i kosztownych zakupów. Jestem ciekaw jakie Wy macie sprawdzone patenty na dobre zakupy?

Autorem ilustracji jest code poet

opublikowano 30 września 2010

Jeśli podobał Ci się ten wpis to:




Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

27 komentarz(y):

Magdalaena pisze...

Dziwny ten wpis - połączenie rzeczy absolutnie oczywistych (sprawdzanie terminów ważności) z dziwnymi i niemającymi żadnego sensownego uzasadnienia.

Przykład pierwszy - historia z proszkiem byłaby ok, gdyby chodziło o zakupy tylko dla kobiety. Ale proszek, to przedmiot ogólnego użytku dotyczy tak samo mężczyzn jak i kobiet. I normalny facet powinien wiedzieć, jakiego proszku używa się w jego domu i dlaczego.

Zakupy ciuchowe - ubrania dla mężczyzn mają znacznie mniej form i fasonów i dlatego mężczyzna może iść do konkretnego sklepu z zamiarem "kupię dżinsy".
Kobieta nie może z góry przewidzieć, jakie rzeczy będą w którym sklepie, ile będą kosztować, na jaką figurę zostały uszyte. I dlatego mimo ogólnej wizji "potrzebuję sukienki", trzeba szukać ogólnie "czegoś do ubrania, co na mnie pasuje". I facet stojący przed sklepem zachowuje się okropnie, bo nie pomaga jej w zakupach. Bo jeśli jest zły, to powinien mieć pretensje do rynku, a nie do swojej kobiety.

Krzysztof pisze...

Trochę się pobronię :).

Stereotypowo zakładam, że kobiety lepiej znają się na rzeczach dookoła domu. Pranie to najbardziej stereotypowy przykład. Znam osobiście koleżanki, które mają ustalone preferencje odnośnie - powiedzmy - chemii gospodarczej. Znam też mężczyzn, którzy kupują co popadnie lub nie kierują się marką, tylko chociażby: do kolorów / do czarnych / do białych.

Ciuchy - nie chce mi się wierzyć, że można iść do sklepu tylko z zamiarem zakupu czegokolwiek co pasuje. Pewnie, czasami tak, ale często wiadome jest co akurat jest potrzebne (np. buty na zimę). I o takich sytuacjach mówię.

Anonimowy pisze...

Podrążę trochę za Magdalaeną.
Mnie zdziwiły porady w wersji dla pań i panów. W moim domu robimy zakupy razem bądź osobno. I każdy wie jakie są preferencje drugiej strony. Dlatego nie muszę "dawać dokładnych instrukcji", jak i tych instrukcji otrzymywać :). Moim zdaniem potraktowałeś panów niesprawiedliwie, niemal jak hm... niepełnosprawnych umysłowo ;)
No cóż, ja może jestem nieco spaczona, bo w naszym domu NAPRAWDĘ dzielimy obowiązki domowe po równo :)
agnitz

Krzysztof pisze...

@Anonim
Dzięki za podrążenie! :)

Faktycznie, takie rzeczy na pewno się "docierają" z czasem.
No ale ja sam, na początku "mieszkania razem" trochę się zachowywałem jak powyżej, tzn. zdarzało mi się kupić coś, co nie odpowiadało do końca preferencjom drugiej strony. I były nieporozumienia :).

Natomiast rzeczywiście powinienem był zaznaczyć, że z czasem ta "porada" traci na znaczeniu, bo wszystko już wiadomo, wspólne zwyczaje i preferencje są znane itd.

W Kreciej Norze pisze...

Jakbym słyszała fragment programu Cejrowskiego - odnośnie zbieractwa jagód i polowania. Bardzo stereotypowo czy może napisałeś to tylko opierając się na własnym doświadczeniu? ;) Albo oba. A czasem trzeba wyjść poza schemat by nie utonąć zakupowym szal.

Wysłałabym każdego faceta na zakupy z pewnym znanym mi doskonale Panem, w jednym sklepie wybiera zwykłe buty co najmniej godzinę, po czym wyjdzie i nic nie kupi...

Krzysztof pisze...

@W Kreciej Norze
Powiem więcej - nie tylko stereotypowo, nie tylko z własnego doświadczenia, ale i naukowo! Można o tym poczytać np. tutaj. Psychologia ewolucyjna fajna jest :)

A teraz czekam na argument o "amerykańskich naukowcach" ;)

Magdalaena pisze...

"Stereotypowo zakładam, że kobiety lepiej znają się na rzeczach dookoła domu. " Ale jeśli mężczyźni znają się gorzej, to jest to wyłącznie ich wina. Szczególnie jeśli nie potrafią sobie przypomnieć, co stoi w ich własnej łazience. Poza stereotypami nic przecież nie łączy prania akurat z kobietami.

O tych badaniach naukowych czytałam wcześniej, ale Ty w swojej notce idziesz dalej.

"Ciuchy - nie chce mi się wierzyć, że można iść do sklepu tylko z zamiarem zakupu czegokolwiek co pasuje." Ja niestety często tak robię. Sklepy z odzieżą dla kobiet nie mają powtarzalnej oferty, rozmiary różnią się z sezonu na sezon itp.

"Pewnie, czasami tak, ale często wiadome jest co akurat jest potrzebne (np. buty na zimę)." Super. To powiedz mi gdzie dostanę brązowe skórzane kozaki 39 na niewielkim obcasiku z szeroką cholewką. Pójdę i kupię od razu.

W Kreciej Norze pisze...

"Pewnie, czasami tak, ale często wiadome jest co akurat jest potrzebne (np. buty na zimę)." Super. To powiedz mi gdzie dostanę brązowe skórzane kozaki 39 na niewielkim obcasiku z szeroką cholewką. Pójdę i kupię od razu.

To ja dorzucę do listy czółenka 34 czarne bez żadnych dziecięcych pstrokatych dodatków i nie kosztujące mojej miesięcznej pensji... ;)

Post dla mnie napisany za stereotypowo. I nie ma to nic wspólnego z badaniami naukowymi, te można interpretować do woli, no i nie zbadali Krecika, z punktu widzenia którego piszę i oceniam ;P

Richmond pisze...

Temat spodni: chcialam kupic proste dzinsy. Obeszlam chyba wszystkie sklepy w swojej "wiosce sklepowej" i albo byly jakies udziwnione z wzorkami albo rozmiary nie trzymaly sie kupy. Niestety musialam stracic czas, zeby je przymierzyc i przekonac sie. W koncu w ostatnim sklepie znalazlam to czego szukalam. Na przyszly raz pojde od razu do tego sklepu i nie bede tracic czasu.

Osobiscie chcialabym ubierac sie w sklepach z meska odzieza. Wchodze tam, nie ma tlumow, wszystko jest dobrze porozwieszane i latwo znalezc to co potrzeba. Kroj prosty, bez zadnych wzorkow, smiesznych udziwnien sezonowych itp. Zawsze jak jestem w takim sklepie, to mysle sobie, ze chcialabym byc facetem, nie stac w kolejce do przymierzalni i nie marnowac czasu na zakupy. Albo dlaczego w sklepie z ciuchami dla kobiet nie ma takiego wyboru bluzek/koszul do kostiumu/garnituru?

Zakupy jedzeniowe robie online, nie trace czasu, nie biegam po sklepie, nie kupuje nic zbednego.

Maz wie jakich produktow uzywamy i nie traktuje go jak opoznionego w rozwoju. Sam chodzi do sklepu kupic sobie swoje ulubione produkty jak sie skoncza.

A tak w ogole to nie znosze robic zakupow.

Richmond pisze...

Magdalaena - dobra uwaza z powtarzalnoscia ubran.

Moj maz moze kupic sobie buty z katalogu online, poniewaz modele butow do garnituru nie zmieniaja sie latami.

Ja natomiast nie mam takiego luksusu, bo co roku nowa moda wyklucza stare modele i musze za kazdym razem isc do sklepu i sprawdzic czy pasuje mi ten lub inny. By ulatwic sobie zycie kupuje od razu po kilka par butow w stylu klasycznym na zapas, zanim znowu zmieni sie model.

Sokomaniak pisze...

Drogie Panie, moda to nic innego jak wymysł mężczyzn by zmuszać kobiety to kupowania co roku nowych ciuchów. Co ma znaczenie ma że dziś modne są groszki, jutro paski a pojutrze zieleń? Jest to po prostu nielogiczne. Ubranie ma jeden cel - chronić przed czynnikami zewnętrznymi: zimnem, wiatrem, deszczem. Nie interesuje mnie czy to coś jest kolorowe, w paski, ma pomponik czy błyszczące guziczki. A już najmniej interesuje mnie co lansują tzw projektanci na wybiegach w Paryżu

W damskich sklepach jest więcej ciuchów i większy wybór ponieważ kobiety są mniej zdecydowane, podatne na manipulację i dłuzej spędzają czas na zakupach.

Producenci odzieży wiedzą, że dla facetów nie ma sensu produkować za wiele wzorów bo wezmą pierwszy z brzegu. Ponieważ z natury kupno ciuchów mężczyzn nie pociąga.

Richmond pisze...

Mnie nie interesuje moda, ja chce klasyczne, eleganckie ubrania bez jakis sezonowych smieciowych dodatkow. A tu w ktoryms sezonie moda na buty w jednym ksztalcie i nic innego nie ma, itp. Jak np moje buty zakoncza wspolprace, to jestem skazana na wybor z tego co jest, czy chce czy nie chce.

Dlatego uwazam, ze mezczyzni maja pod tym wzgledem o wiele latwiej.

Krzysztof pisze...

@Magdalaena
Zgadzam się jak najbardziej - jeżeli znam się gorzej, to jest to moja wina.

Co do powtarzalności oferty i zmiany rozmiarów co sezon - nie wiedziałem. To na pewno utrudnia wybór.

Natomiast nadal nie rozumiem postawy pt. "nie ma tego, czego szukam, więc kupię cokolwiek co pasuje". Tzn. może znów idę trochę za daleko, ale czasami rzeczywiście mam wrażenie, że pewnie zakupy są robione tylko po to, by nie wyjść ze sklepu z pustymi rękami (i poczuciem zmarnowanego czasu).

@W Kreciej Norze
Post jest stereotypowy. Ale jakieś lekkie przymrużenie oka też da się tam znaleźć przecież :)

@Richmond
Aaaa... Nie chodziło mi absolutnie o traktowanie partnerów jako "opóźnionych". Może trochę zbyt jaskrawo to ująłem we wpisie, a przykład z proszkiem jest nietrafiony.

Natomiast zdarza się, że moja partnerka prosi mnie o zakup jakichś produktów, z którymi kontakt miałem niewielki lub żaden, wtedy sam wolę się dopytać dokładnie o co chodzi, proszę o pokazanie opakowania itp.
Na przykład szampony - ona zmienia je bardzo często i nie ma ustalonej preferencji, dlatego tutaj obszar mojej niepewności jest szeroki :).

Krzysztof pisze...

@Sokomaniak
Może niekoniecznie powiedziałbym, że to wymysł mężczyzn, natomiast (też?) jestem przekonany, że te wszystkie trudności, opisywane w komentarzach powyżej (np. niestałość rozmiarów), nie są przypadkowe.

Założę się, że takie utrudnianie zakupów (w szczególności kobietom) w ostateczności bardzo opłaca się sprzedawcom.

@Richmond
O! Z klasycznymi wzorami też mam problem. Albo ich nie ma, albo są najdroższym modelem w sklepie :)

W Kreciej Norze pisze...

Richmond, to fakt, klasyka to skarb do odnalezienia pośród ton szmat, które co roku sprzedawcy chcą nam opchnąć.

Sokomaniak, nawet nie chodzi o modę. Modę mam gdzieś. Ostatnim celem większości właścicieli sklepów jest zaspokojenie potrzeby klientki, a pierwszym opchnięcie co roku tony szmat (i tak potem powstają poradniki typu "jak nie wydać za dużo na zakupach"). Jak chcę dostać to, co ma mnie ochronić, dobrze leży i bez modowych udziwnień, to jadę na drugi koniec Wrocławia, bo nie mam w pobliżu sklepu do którego z zamkniętymi oczami mogę wejść i wyjść z tym, po co przyszłam (tak jak Panowie). Albo jeśli istnieją takie sklepy, to nie potrafią dotrzeć do sfrustrowanych sklepową sieczką klientów.
Posunę się wręcz do stwierdzenia, że producenci sami tworzą modę, bo często nie mają pojęcia czego potrzebuje cała rzesza potencjalnych klientek.

Krzysztof, jest grupa osób, która idzie na zakupy po to, bo czegoś potrzebuje i jakoś tą potrzebę wypełnić musi (wieloznaczność zamierzona ;P ). Ale też chyba dla nich inne porady by się przydały, więc ich pomińmy.

W Kreciej Norze pisze...

Hehe, widzę, że wpis na fejsie już jest ;)

A propos stereotypów (pal licho zakupowych): http://blogi.ifin24.pl/leszek-maruszczyk/2010/09/29/a-dlaczego-nie/

Krzysztof pisze...

Pierwszym celem większości sklepów odzieżowych jest opchnięcie co roku tony szmat. Tylko skąd wzięła się ta "sklepowa sieczka"?
Dlatego, że komuś się nie chciało zrobić sklepu bardziej przyjaznemu klientom, czy dlatego, że właśnie taki model działa najlepiej?

Zakładając naiwnie, że rynek jest efektywny, to w momencie gdyby pojawiło się wystarczające "zapotrzebowanie" na sklepy z konkretnym, klasycznym asortymentem, to takie sklepy by się pojawiły.

Richmond pisze...

Jak w Wawie chce cos konkretnego to ide do Royal Collection. Tani nie sa, ale zawsze znajduje cos, co mi pasuje.

W sumie w Uk jest podobnie. Chce porzadne koszule, to musze isc do sklepu z koszulami. Place wiecej, ale mam konkretny produkt.

W sklepach dla mas trzeba przebijac sie przez szmaty.

Kuba (slopestyle.pl) pisze...

Heh widzę że pojawiły się wypowiedzi Pań, to może ja też dorzucę swoje 3 grosze ;) Czasami jak się wie co się chce kupić tylko sprawia problemy - zwłaszcza jak ktoś nie patrzy na mody.

Ostatnio chciałem kupić jeansy. Bez wytarć, bez kopii naskalnych neandertalskich malunków i niezwężane. Niby śmieszne wymagania ale podróżowałem po sklepach 3h w centrum handlowym (mało mnie i mojej kobiety szlag nie trafił) i udało mi się znaleźć tylko jedną taką parę. Pominę cenę bo ze szczęścia że w końcu je znalazłem nawet nie patrzyłem na nią. Więc proszę nie mówić że faceci mają łatwiej bo tak nie jest!

Krzysztof pisze...

@Richmond
Taki jest koszt kupowania w sieciówkach. Trzeba przebrnąć przez masę nicniewartych rzeczy by znaleźć dla siebie coś ciekawego.

W ogóle tę zasadę można trochę zgeneralizować i rozciągnąć na więcej rzeczy. Tzn. jak ktoś chce kupić coś "tanio i dobrze" to musi się solidnie naszukać. Za oszczędności płaci się własnym czasem.

@Kuba
W sumie masz rację, zakupy w męskich działach też nie muszą być szczególnie łatwe. Z butami tak samo, ciężko znaleźć porządny, klasyczny fason, bez jakichś ostatnio-modnych udziwnień.

Prawda jest taka, że coraz trudniej dokonać dobrego wyboru - takiego, z którego będziemy zadowoleni. A to przez to, że mamy coraz większy wybór.
O tym paradoksie bardzo ciekawie opowiadał prof. Barry Schwartz (dostępne są też polskie napisy).

(Oraz moja magisterka ;) )

Magdalaena pisze...

@Richmond- Royal Collection ma bardzo ograniczoną rozmiarówkę - chyba do 42. Ja przestałam tam kupować już dawno temu.

@Krzysztof - IMHO cena nie jest tu najważniejsza. Droższe firmy być może oferują lepszą jakość, ale nie lepsze dopasowanie. Ciuchy dostosowane do damskiej figury (np. biubiu http://www.biubiu.pl/bluzki/z_dlugim_rekawem/kusicielka_sliwkowa.html) szyją raczej małe eksperymentalne firemki i ceny nie są przesadnie wysokie.
Ja w każdym razie nie widziałam odpowiednich kozaków w żadnym sklepie, a w tych droższych dużo gorzej podchodzą do pomysłu dopasowywania butów do nogi a nie odwrotnie.

Krzysztof pisze...

@Magdalaena
Haha, za kozakami dla mojej lepszej połówki też się trochę nachodziliśmy. W sumie to wymagania nie były duże: czarne, klasyczne, bez udziwnień, bez wysokiego obcasa. No i rzeczywiście nie było łatwo, wręcz przeciwnie - tak jakbyśmy szukali czegoś ekstremalnie wyrafinowanego i ekskluzywnego.

No cóż, po całej tej dyskusji mogę dołączyć do swojego światopoglądu element, że kobiety spędzają więcej czasu w sklepach m.in. ze względu na niedopasowanie oferty i duże trudności w znalezieniu właściwego i dopasowanego fasonu :)

Dominik Palacz - Cashflow88 pisze...

Sam gdy chodzę na zakupy staram się mieć w ręku kartkę z listą i długopis, porównuję cenę za KG,Litr, bo wtedy bardziej się opłaca kupować np coś w opakowaniu 1KG za 20zł niż 2 paczki po 450gr po 9,99zł. gdy wiem ze się to nie zepsuje i i tak będę to kupował ciągle.

Krzysztof pisze...

@Cashflow
To zdecydowanie bardzo dobry nawyk. Przydaje się zwłaszcza gdy w marketach mają promocje typu "+20% gratis" lub "kup 2 płać za 1". Często za te gratisy trzeba jednak trochę dopłacić...

W Kreciej Norze pisze...

@Krzysztof,
odkrywczy ale bardzo prawdziwy element. Oby tak dalej, może inne się jeszcze znajdą ;)

Krzysztof pisze...

Mam otwarty umysł :)

Kredyty gotówkowe pisze...

Ja nauczyłem się chodzić samemu do sklepu. Kobieta zostaje w domu. Dzięki mojej alienacji potrafię zaoszczędzić naprawdę sporo pieniędzy. Niestety kobiety mają to w genach: rozrzutność z portfela swojego partnera.

Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

Prześlij komentarz

Podobne wpisy