Trochę spóźnione, ale jest – podsumowanie lutego.
Jeżeli jesteś nowym czytelnikiem Metafinansów, to już wyjaśniam o co chodzi. W tych miesięcznych podsumowaniach opisuję co działo się na blogu. Zarówno od strony finansowej (czyli wszelkie zmiany w portfelu inwestycyjnym blogu), jak i od strony „warsztatu” blogowego (czyli statystyki blogu – dla wszystkich zainteresowanych tym jak radzi sobie blog ze środka stawki polskiej finansowej blogosfery).
Co działo się tu w lutym?
Jeżeli chcesz pominąć wyniki finansowe i statystyki bloga, a interesuje Cię tylko odpowiedź na tytułowe pytanie – przejdź na koniec artykułu.
Finansowo bez zmian
Zgodnie z ostatnimi postanowieniami, zainspirowanymi lekturą PIT-8C, nie inwestuję pieniędzy gdy wiem, że nie będę miał czasu by tych inwestycji pilnować. Dlatego, póki co, skład portfela za bardzo się nie zmienia. Zamiast tego rośnie suma gotówki, którą mogę przeznaczyć na przyszłe inwestycje.
Wygląda na to, że jestem skazany na los lokaciarza. Gdybym do dwóch obecnych prac/etatów miał dołożyć jeszcze trzecią – aktywne zarządzanie inwestycjami – to bym już chyba nie miał czasu na nic.
Zwłaszcza, że na razie więcej pieniędzy oszczędziłbym, gdybym w ogóle nie dotykał giełdy :).
A tak teraz wygląda portfel Metafinansów:
Wartość razem: 22 519,30 zł
Lokaty i konta: 5 977,25 zł
Biura maklerskie: 11 237,05 zł
Gotówka: 5 305,00 zł
Wpłaty własne: 22 500,00 zł
Zysk/strata: +19,30 zł
Zarobki netto bloga: +787,42 zł
W porównaniu ze styczniem, dołożyłem 2 500 zł. W tej kwocie zawiera się też skromne 275 zł, które „zarobił” w lutym sam blog. Generalnie, to na blogu "zarabiam" więcej niż na giełdzie - to znów daje do myślenia.
W lutym zakończyła się też część moich lokat w Openonline. Uwolnione środki ewakuowałem z banku Leszka Czarneckiego na oprocentowane konto oszczędnościowe. Tam zaczekają co najmniej do 1 kwietnia. Jestem bardzo ciekaw, co zaproponują banki po wejściu zmian w „podatku Belki”.
Blogowa stabilizacja
Liczba unikalnych odwiedzin Metafinansów stabilizuje się wokół 3 000. Zarobki z AdSense jak zwykle w okolicach 7 euro. Dzięki ostatniemu wpływowi przekroczyłem próg wypłaty, więc w okolicach początku kwietnia mogę spodziewać się przelewu z Google. Miło.
Sto odwiedzin dziennie to całkiem przyjemny wynik, ale oczywiście można go zwiększyć.
Dobrym rozwiązaniem byłyby pewnie wpisy gościnne, ale pisząc o finansach osobistych na dwóch blogach miałbym problem ze znalezieniem pomysłów na kolejne 2-3 artykuły miesięcznie na ten sam temat.
„Blogi o blogowaniu” polecają też komentowanie na innych blogach, ale moje własne doświadczenia wskazują, że to raczej słaby sposób na szukanie nowych czytelników.
Znacznie lepsze jest nawiązywanie kontaktów z innymi autorami z niszy oraz promowanie linkowania wewnątrz wpisów. Jeden link, osadzony we właściwym kontekście i prowadzący do przydatnej treści, jest wart więcej niż kilkadziesiąt komentarzy pisanych z motywacją „muszę skomentować każdy nowy wpis na każdym polskim blogu finansowym, bo to jedyny sposób na więcej ruchu u mnie”.
Nie zrozumcie mnie źle, lubię dyskusje pod wpisami (zwłaszcza u siebie :) ), ale szlag mnie trafia gdy widzę komentarze podpisane tylko nazwą bloga/portalu albo wręcz frazą pozycjonującą.
A taki „miękki spam” niestety znaleźć można praktycznie pod każdym artykułem. Przynajmniej na tych najpopularniejszych blogach.
Skoro mowa o zaprzyjaźnionych blogach, to big shoutout dla autorów, którzy skierowali na Metafinanse najwięcej czytelników w lutym:
Wracając do statystyk – liczba subskrybentów RSS też się stabilizuje. Po przekroczeniu trzystu wykres robi się płaski. Oczywiście, byłoby miło, gdyby ta liczba wciąż rosła, ale 300 stałych czytelników to i tak znacznie więcej niż zakładałem sobie na początku istnienia tego bloga. No i to chyba największa publiczność, przed jaką kiedykolwiek dane było mi występować :). Wielkie dzięki!
Czytelnicy trafiają tu też z wyszukiwarki. Najpopularniejsze wyszukiwania to:
- fundusze indeksowe
- jak zainwestować 5 000 zł
- w co inwestować na giełdzie
Jak inwestować małe kwoty?
I właśnie słowa kluczowe z lutego zainspirowały tytułowe pytanie: dlaczego ludzie chcą inwestować małe pieniądze?
Przeglądając listę zapytań Google widzę, że to dość popularny problem – „mam jakieś niewielkie oszczędności – co mogę z nimi zrobić?”. Świadczą o tym chociażby takie zapytania:
- jak grać na giełdzie mając 100 zł
- jak zainwestować 1 zł i zrobić biznes
- w co można zainwestować 3 zł (tu i w poprzednim ktoś chyba zgubił „tys.”, mam nadzieję)
- jak zainwestować 50 zł?
- jaką najmniejszą kwotę można zainwestować na giełdzie?
Zaskakuje mnie, że dla kogoś, kto odłożył te kilkaset złotych, pierwszym domyślnym kierunkiem jest giełda.
Wyprowadźcie mnie z błędu, jeżeli się mylę, ale osoba, która wpisuje w Google „jak zainwestować 500 zł na GPW” to nie jest ktoś, kto zapewnił już sobie bezpieczeństwo finansowe, ma fundusz awaryjny na nieprzewidziane wydatki, jest spokojny o wysokość swojej emerytury, ma odłożone środki na przyszłe większe wydatki… a te 500 zł to nadwyżka ponad to.
To raczej ktoś, komu te kilka stów zostało z rocznej premii, dostał w nowym roku podwyżkę i będzie miał co miesiąc dodatkowe kilkaset złotych luzu w domowym budżecie. Słowem: ktoś, dla kogo są to najprawdopodobniej pierwsze oszczędności. I nie ma na nie pomysłu.
To znaczy jest, ale niestety najczęściej tym pomysłem jest giełda. „Bo tam zarabia się więcej niż na lokacie”, „bo tam szybko pomnożę swoje oszczędności”, „bo znajomy zarabia na giełdzie, więc ja też mogę”.
GPW to ogólnie słabe miejsce dla pierwszych oszczędności. Chyba, że masz zamiar nauczyć się giełdy, zobaczyć o co w tym całym „parkiecie” chodzi i jak sobie radzisz z inwestowaniem prawdziwych pieniędzy (w odróżnieniu od rachunków demo). Wtedy te kilkaset złotych będzie zainwestowanych bardziej w edukację niż w papiery wartościowe, ale to akurat jedna z lepszych inwestycji.
Ale jeżeli ktoś nastawia się na nie-wiadomo-jakie zyski z tych 300 zł, no to przykro mi, ale nie.
Pierwsze kilkaset złotych oszczędności – a nawet pierwsze kilka tysięcy! – powinno służyć budowie funduszu awaryjnego i zabezpieczenia finansowego na wypadek nieprzewidzianych wydatków. Spokój o własne bezpieczeństwo finansowe jest dużo więcej wart niż niepokój o wartość własnych inwestycji na giełdzie.
Dlatego dla niewielkich kwot (kilkaset złotych) najlepszym miejscem są konta oszczędnościowe. Dla trochę większych pieniędzy (kilka tysięcy złotych) – lokaty. Oprocentowanie nie powala, ale na tym etapie stopa zwrotu ma najmniejsze znaczenie. Niech pokryje inflację i będzie dobrze. Najważniejsze jest regularne generowanie „górek” i dokładanie kolejnych złotówek do istniejących oszczędności. I trzymanie się w miarę z daleka od tego, co się odłożyło.
A z osób, które chwalą się zyskiem 10% w miesiąc (bo z 500 zł zrobiły 550 zł), możemy się wspólnie pośmiać.
Autorem fotografii jest davedehetre.








Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.
W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.
Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!
8 komentarz(y):
Bardzo sensowny wpis.
I podkreśla okoliczność pomijaną przez wielu internautów - jakie mam szanse na zyski inwestując w X?
W pierwszym odruchu też tak miałem, takie szczeniackie spojrzenie na świat włożyć 100zł w inwestycję a wyciągnąć 1000zł. Na szczęście chroniła mnie opatrzność (i moje pieniądze również). Zasugerowałem się blogosferą i zabrałem się za tworzenie nadwyżki w domowym budżecie i wrzucanie na lokaty.
Wszystko się zgadza, chociaż przykre jest to, że nie wszystkim jest dane szybsze pomnażanie oszczędności niż marne 6% na lokacie w banku. Niestety inflacja według rządu wynosiła 4,3% a wystarczy podjechać na stację benzynową, wejść do spożywczaka po ryby, wędliny, albo cukier. Lokaty niestety nie pozwalają na żadne utrzymanie wartości pieniądza, a po kilkunastu latach może się okazać, że chleb kosztuje już nie 2-3 zł, a jedno zero więcej.
Odpowiadam na pytanie tytułowe.
Najpierw banał choć rzadko przykłada się do niego należytą wagę - giełda podobnie jak i inne profesje wymaga kilku lat intensywnej nauki (teoria i praktyka). W przeciwieństwie jednak do innych profesji, ta dostępna jest dla każdego. Wydawać by się mogło, że to tutaj jest skrót do wielkiej kariery i pieniędzy bez odrobienia pracy domowej.
Inna sprawa to prestiż jaki może się wiązać z powiedzeniem sobie i innym - jestem inwestorem giełdowym.
"giełda podobnie jak i inne profesje wymaga kilku lat intensywnej nauki (teoria i praktyka)"
to akurat nie prawda, dziś wielu prawdziwych inwestorów dzieli się ekspercka wiedzą na swoich blogach za darmo
(10% rocznie, pokonać giełdę itp.)
Wina leży po stronie graczy, którzy nie potrafią czasami tej wiedzy i doświadczenia wykorzystać, opierając się na własnych metodach...
@Magdalaena
Dzięki! :)
Faktycznie wiele osób patrzy na to ile można zarobić. A kwestia tego jak duże/małe są na to szanse schodzi na drugi plan.
@Ciułacz
Fajnie, że wyciągnąłeś coś cennego z blogosfery finansowej. W następnym wpisie właśnie się zastanawiam nad tym, czy polskie blogi finansowe mają jeszcze jakąś wartość...
@Paq
Tak naprawdę, to każdy powinien sobie liczyć inflację sam. Dla własnego, "typowego" koszyka zakupów.
Chociaż raz w roku w jednym miesiącu spisywać wszystkie rachunki. I porównywać co się zmieniło w strukturze i wartości wydatków rok do roku.
Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.
W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.
Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!
Prześlij komentarz