Balansowanie na linie. Zachowaj równowagę i przejmij kontrolę nad swoimi pieniędzmi!

To jest druga część serii o budżecie domowym. Całą serię znajdziesz tutaj: Część 1, Część 2, Część 3, Część 4 i Część 5.

W teorii prowadzenie domowego lub osobistego budżetu to fajny sposób na śledzenie własnych pieniędzy i pilnowanie, by nie wydawać więcej niż się zarabia. Można dokładnie przeanalizować ile wydaliśmy na daną kategorię dóbr czy usług, oraz jak te wydatki miały się do zakładanego planu. Co ambitniejsi mogą jeszcze na dodatek porównać własną strukturę wydatków z koszykiem inflacyjnym publikowanym przez GUS i zobaczyć czy inflacja wpływa na nasze indywidualne wydatki słabiej lub silniej niż przeciętnie.

Tyle teoria. A jak to wygląda w praktyce?

Zapraszam do przeczytania kolejnego wpisu z serii dotyczącej budżetowania i kontroli wydatków, którą zapoczątkowałem tutaj.


Ja sam do budżetowania podchodziłem z trzy razy. Jako osoba na codzień zajmująca się statystyką, tworzeniem tabel, zestawień i wykresów, przystępowałem do zadania w sposób aż nadto ambitny, a na pewno godzien mojej profesji ;). Arkusze w Excelu wprost uginały się pod ciężarem ogromnej liczby kategorii, do których przypisywałem dane wydatki. Do tego wykresik przedstawiający trendy i zmiany w czasie - bardzo ładny! I jeszcze, na domiar wszystkiego, byłem super-dokładny i spisywałem wszystko co do grosza.

Jak nietrudno się domyślić, na dłuższą metę to nie zadziałało. Nuda. Za dużo pracy. Więcej miałem z tego bólu głowy niż pożytku. Bo np. zakup piwa na spotkanie ze znajomymi to "impreza" czy może "alkohol"? Za dużo czasu spędzałem na tego typu bezsensownych rozważaniach. Z biegiem czasu budżetowanie stało się nużącym obowiązkiem, którego coraz bardziej nie lubiłem.

Typowy przykład mnożenia bytów ponad konieczność.

Obecnie moje podejście do budżetowania zmieniło się o 540 stopni (zanim doszedłem do właściwego rozwiązania, jeszcze drugi raz podszedłem do sposobu z mnóstwem kategorii). W moim przypadku kluczem do sukcesu stała się prostota, oraz zasada zrównoważonego protfela.

Cały sekret to równowaga. Jedyne miejsce na brak równowagi w budżecie to przewaga wpływów nad wydatkami.

Swój budżet dzielę tylko na trzy główne kategorie:
  • potrzeby - które idealnie powinny stanowić ok. 50% miesięcznych wpływów
  • zachcianki - 30%
  • oszczędności - 20%
Oczywiście nie chodzi o to, by kurczowo trzymać się tych proporcji, to raczej punkt wyjścia do znalezienia odpowiedniej dla siebie równowagi wydatków. U mnie w tym miesiącu 55% pensji poszło na potrzeby, 25% na zachcianki i 20% na oszczędności. Ale w marcu akurat wiem, że przesadziłem z zachciankami, bo zazwyczaj proporcje te kształtują się w moim budżecie na poziomie mniej-więcej 60-20-20.

Ale zaraz zaraz... tylko trzy kategorie? Tak – tylko tyle potrzeba, by zachować kluczową równowagę swoich wydatków. To jest podstawa. Na niej można budować kolejne elementy zarządzania finansami, przyporządkowywać różne wydatki. Dzięki bardziej szczegółowym kategoriom (ale bez przesady!) można dokładnie zidentyfikować, w którym miejscu wydajemy więcej, niż byśmy chcieli.

Ale o tym – następnym razem. Tymczasem mam dla Ciebie zadanie. Zastanów się chwilę nad tym, dokąd co miesiąc idą Twoje pieniądze. Ile wydajesz na potrzeby, ile na zachcianki, a ile odkładasz na oszczędności? Jak przedstawiają się u Ciebie proporcje między tymi grupami? Czy jesteś zadowolony z takiej struktury swoich wydatków?

opublikowano 30 marca 2010

Jeśli podobał Ci się ten wpis to:




Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

7 komentarz(y):

wtorek pisze...

Ja wyznaję zasadę żeby zastanawiać się jak więcej zarabiać a nie jak mniej wydawać :)))
pozdrawiam

Krzysztof pisze...

Nic nie stoi na przeszkodzie, by stosować obie te zasady :).
Ja stoję na stanowisku, by optymalizować wydatki, przychody i wysiłek :)

Paweł Kata pisze...

Niesamowicie kozacki podział na zaledwie trzy kategorie! To mi się podoba! Sam u siebie miałem wcześniej o wiele więcej (bodaj z osiem lub dziesięć), ale odkąd dążę do minimalizmu w życiu, tutaj też poszukiwałem uproszczeń. Przerzucę się chyba na Twój podział (dodając ewentualnie "nałogi", żeby je kontrolować pod tym względem) :-)

Krzysztof pisze...

Nie ma problemu, aby w ramach tych trzech kategorii wydzielić sobie różne sub-kategorie. Dopóki jest z tym wygodnie i nie ma za dużo pracy to dla mnie wszystko gra. No ale nie wyprzedzajmy kolejnego wpisu... :)

Michał pisze...

Też kiedyś zbierałem paragony, notowałem i kategoryzowałem swoje wydatki, i skończyło się podobnie jak u Ciebie - po miesiącu mi się odechciało. Myślę, że spróbuję jeszcze raz, z użyciem tylko trzech kategorii.

Krzysztof pisze...

Mam nadzieję, że ten sposób jakoś się przyda. U mnie na razie działa :).

Richmond pisze...

Ja mam podzial na wiecej kategorii. Owszem mam dzial oszczednosci i inwestycje, ale nie mam podzialu na potrzeby i zachcianki. Nie musze dzielic wydatkow na takie kategorie. Wole widziec ile wydaje na mieszkanie + rachunki, jedzenie, transport, przyjemnosci i wakacje, ubrania itp.

Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

Prześlij komentarz

Podobne wpisy