Koniec dylematów i 3 podstawowe zasady nowych inwestycji (z których Ty też możesz skorzystać)


Podjąłem decyzję o przyszłej formie portfela inwestycyjnego.

I chyba udało mi się pogodzić dwa sprzeczne cele – bezpieczne zbieranie oszczędności i większą ekspozycję portfela na rynek akcji (z wyraźnym zaznaczeniem, że w pierwszym roku bardziej w celach edukacyjnych, niż po to, by od razu robić wielką fortunę).

A swoją decyzję podpieram trzema praktycznymi zasadami, dzięki którym istotnie ograniczę ryzyko, na które wystawiam swoje pieniądze.

Nie będzie żadnych gwałtownych ruchów i przenoszenia kapitału z „funduszu mieszkalnego” na giełdę. Ale nie dlatego, że nie warto, bo rynek jest płytki (zobacz komentarz na ten temat - autorstwa Naokoło Wieży).

Pewnie nawet na płytkim rynku szybko bym się utopił.

Nie będzie skakania na główkę.

Ale brodzenie po kostki strasznie mi się już znudziło.

Jak patrzę na swoje wszystkie (także nieblogowe) oszczędności, to ogromna większość jest zainwestowana (to chyba nawet nie jest dobre słowo) bezpiecznie – w lokaty i konta oszczędnościowe. Mocno waży tu właśnie „fundusz mieszkaniowy”, a także – choć nieco mniej – fundusz awaryjny.

I dobrze. To nie są pieniądze, które chce wystawiać na ryzyko.

Ale portfel inwestycyjny na Metafinansach to już coś innego. Czy powinienem tu utrzymywać żelazną proporcję: 50% bezpiecznie – 50% agresywnie, skoro gdzieś indziej mam znaczącą nadreprezentację lokat?

Trochę to bez sensu. Marnowanie potencjału, okazji i jazda na jałowym biegu. I wszystkie inne metafory z kategorii „niewykorzystanie w pełni swoich możliwości”.

Tu jest miejsce na zmiany.

Zamierzam znacząco zmniejszyć udział lokat i kont oszczędnościowych do rozsądnego minimum. To znaczy, że w bankach będę trzymał tylko tyle, by wyciskać jak najwięcej z kont oszczędnościowych dzięki optymalizacji odsetek.

Akurat tutaj te 8% rocznie bez ryzyka (i podatku) jak najbardziej mnie zadowala.

A reszta? Fundusze i akcje. W tym roku chcę się jak najwięcej nauczyć (na własnej skórze) o samodzielnym inwestowaniu na giełdzie. No i siłą rzeczy moim poligonem będzie ten portfel, który widzicie w lewym górnym rogu.

Ale by nie być kompletnie jak dziecko we mgle stawiam sobie trzy podstawowe zasady, których będę się konsekwentnie trzymał.

Zasada 1 – Dywersyfikacja


Zmiana proporcji na rzecz bardziej agresywnych inwestycji nie oznacza, że nagle wezmę wszystko, zainwestuję cały portfel w jedną spółkę i będę trzymał kciuki w nadziei na wzrosty.

Nie, nie, nie.

Portfel będzie zdywersyfikowany – będę w nim trzymał różne instrumenty finansowe, z różnych rynków. A także na poziomie samych akcji – spółki z różnych sektorów gospodarki.

Strukturę portfela na najbliższy czas planuję mniej-więcej tak:


Z czasem może dojdą waluty, surowce…

Ale moje środki są póki co na tyle małe, że nie ma sensu tego jakoś strasznie rozdrabniać.

Zresztą – plan planem, ale jeśli się okaże, że taka struktura nie bardzo mi pasuje, to konieczne będą kolejne zmiany.

Zasada 2 – Kontrola wielkości pozycji


Dawno temu, gdy próbowałem swoich sił na kontraktach terminowych, po prostu nie mogłem oderwać się od notowań.

Stawka była tak wysoka (lewarowanie!), że drobne ruchy indeksu WIG 20 potrafiły wywrócić cały portfel do góry nogami.

A to wiązało się z dużym stresem i brakiem skupienia w czasie notowań. A po sesji niecierpliwe czekanie na kolejną, niespokojny sen i ogólnie złe samopoczucie.

To najbardziej beznadziejny stan, kiedy mój humor w ciągu dnia zależał głównie od tego, czy na FW20 widziałem kolor zielony, czy czerwony.

Ciągłe martwienie się o swoje pieniądze szybko wypala.

No dobra, może trochę przesadzam, bo wygląda to, jakbym przeszedł jakąś traumę. Ale pozostańmy przy tym, że przy zbyt wysokich pozycjach emocje były zbyt duże.

Na kilku ostatnich transakcjach nauczyłem się, że jak dotychczas, najbardziej odpowiednią pozycją dla mnie jest ok. 1 000 zł w jednym walorze. Do tego nie ma ryzyka, że natnę się na zawyżone prowizje maklerskie.

Nadal jest jakaś-tam ekscytacja w pierwszych dniach od zainwestowania pieniędzy, ale bez takich historii, że rozwala mi to cały „wewnętrzny spokój” :).

Z takim tysiącem czuję się dobrze i nie muszę sprawdzać notowań co chwila. Wystarczy raz na kilka dni, a w najgorszym wypadku codziennie po zamknięciu.

Może Wy macie też jakiś limit, po przekroczeniu którego zdecydowanie za często myślicie i sprawdzacie swoje inwestycje?

Zasada 3 – Ograniczenie ryzyka i cięcie strat


Każde zlecenie zabezpieczam stop lossem.

Jasne, można powiedzieć, że przy tak niskich pozycjach to nawet i bez stop lossa można spokojnie inwestować.

Można.

Ja jednak wolę mieć taką siatkę bezpieczeństwa i mechanizm, który automatycznie wyrzuci mnie z rynku, gdy coś pójdzie zdecydowanie nie po mojej myśli.

Przy ustawianiu stop lossa kieruję się trzema kryteriami:
  • nie dopuścić do straty przekraczającej 10% na danej pozycji
  • nie dopuścić do straty większej niż 2% wartości portfela inwestycyjnego
  • jeżeli przesuwać stop lossa to tylko w górę (podążając za wzrostem cen) - nigdy w dół
Wychodzi więc na to, że jestem skłonny zaakceptować stratę ok. 100 zł na jednej pozycji, ale na tym koniec.

Dużo? Mało? Zobaczymy jaki będzie efekt, gdy pierwszy raz wylecę z rynku na stopie.

I tyle. Trzy wyraźne kierunkowskazy na początek drogi.

Ten zestaw zasad z czasem na pewno powiększy się o kolejne. Może macie jakieś swoje propozycje?

A już w kolejnym artykule opiszę jakie spółki z GPW mam aktualnie na oku i jak podchodzę do swoich analiz. Już niedługo będzie okazja, by wytknąć wszystkie moje błędy :).

Autorem ilustracji jest singl3t.

opublikowano 24 stycznia 2011

Jeśli podobał Ci się ten wpis to:




Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

15 komentarz(y):

Analiza fundamentalna pisze...

Witam,
Założenia bardzo podobne do moich, chociaż oczywiście w bardziej zaawansowanym stadium.

Nie napisałeś jednak ani słowa o obligacjach? Czy to znaczy, że definitywnie nie bierzesz ich pod uwagę. Pytam zarówno o obligacje rządowe jak i korporacyjne.

Pozdrawiam,
AF

Anonimowy pisze...

Moim zdaniem trochę za dużo inwestujesz w fundusze. Po co płacić dodatkowo za coś co sam możesz robić. I tak na ogół nie są lepsze niż inwestowanie samemu. Dobrze, że wyciągasz większość środków z oszczędności, po co mają się kisić na kilka procent (mimo, że 8% to dość przyzwoicie, przynajmniej powyżej inflacji). Lepiej trochę zaryzykować i spróbować na giełdzie. Z dywersyfikacją też pomyśl, bo jeśli wypatrzysz dobrą spółkę to czemu nie zainwestować w nią większych pieniędzy? Nigdy oczywiście nie ma pewości, ale jak to mówi Warren Buffet dywersyfikują tylko ci co nie wiedzą co robią.
Ja na przykład dzielę swoje pieniądze na takie, które nie będą mi w najblizszym czasie potrzebne i inwestuje je w jedną lub dwie ciekawe pozycje i czekam. Jeśli spadną to się nie przejmuję bo wiem, że po spadkach zawsze są wzrosty i wcześniej lub później i tak na nich zarobię. Część środków, które mogę potrzebować inwestuję w różne inne akcje (spekulacyjnie). Moim głównym grzechem jest brak stop lossów, przez to utknąłem w kilku pozycjach na dłużej. Tobie to raczej nie grozi, powodzenia:)

Krzysztof pisze...

@Analiza fundamentalna
Dobrze zauważyłeś - póki co nie biorę pod uwagę bezpośredniego angażowania się w obligacje SP. Zwłaszcza teraz, kiedy rosną stopy procentowe.

Z obligacjami korporacyjnymi jeszcze nie miałem styczności, być może w przyszłości wrzucę coś do portfela. Ale na razie nie mam "miejsca" :).

Krzysztof pisze...

@mojeinwestycje
To prawda, że dużo inwestuję w fundusze. Obecnie większość to fundusze indeksowe (na mWIG40) i ETF na WIG 20, więc pod tym względem z rynkiem raczej nie przegram.

Z czasem planuję powolne wycofywanie się z funduszy polskich akcji, o ile moje własne inwestycje będą dawać lepsze efekty.

Fundusze zagraniczne chcę zostawić w portfelu jako element dywersyfikacji (ekspozycja na różne rynki).

Cheed pisze...

Tylko 10 proc. w instrumentach wolnych od ryzyka (lokaty, obligacje) ?? To bardzo mało, wydaje mi się, że za mało aby zapewnić elastyczność portfela. Co, jeśli spółka będzie planowała nową emisję (którą będziesz chciał objąć), albo gdy zapragniesz uśrednić cenę zakupów?? Zwiększanie zaangażowania w akcje tak, ale nie dajmy się zwariować :)

Pozdr.

Krzysztof pisze...

Jeżeli będę potrzebował nagle gotówki, z jakichkolwiek powodów, to będę mógł je wziąć ze środków poza portfelem inwestycyjnym. Po prostu potraktuję to jako kolejną wpłatę własną.

Więc jeśli chodzi o płynność i elastyczność portfela to nie będzie problemu.

A uśredniania w dół będę się starał jak najbardziej unikać :).

Naokoło Wieży pisze...

Stop loss'om mówimy tak, lewarom - stanowcze nie! Wylecisz na stopie, nie oznacza, że przegrałeś. Po prostu przyjmujesz z powrotem swoją kasę po nieudanej inwestycji, ale jest ona jak najbardziej prawdziwa i twoja. Twoją rolą jest dobrze tego stop loss'a ustawić, a nie dyskutować z jego sensownością.

I jeżeli fundusze, to też raczej ETFy. Po co się martwić: "wygra, przegra czy zremisuje". Niektóre z nich jak raz już wtopią, to potem nie wiadomo, jak do tego wybrnąć - ni sprzedać, ni uśredniać, potem zmienia się właściciel i lądujesz w czymś innym, tak samo słabym (dobry przykład to historia funduszy SEB, teraz Novo). Szkoda, że nasz rynek jest tak ubogi, pięćset funduszy polskich akcji i dwa indeksowe ETFy. Gdzie ropa, złoto, już o pszenicy czy innych "durackich" wymysłach nie wspominając?

I jeszcze jedna uwaga na koniec - przy małych i malutkich portfelach ważniejsze od stopy zwrotu jest cykliczne dopłacanie do nich.

Krzysztof pisze...

Regularne dopłaty - jak najbardziej. To obecnie najwyższy priorytet dla tego portfela i w sumie uznałem to za tak oczywiste, że aż o tym nie wspomniałem :).

Jakiejkolwiek stopy zwrotu nie wyrobię i tak portfel będzie najbardziej rósł poprzez regularne dopłacanie.

Zresztą na początku stopa zwrotu i tak zapewne będzie niska lub nawet ujemna, więc tym lepiej, że zaczynam od małego pułapu.

Cheed pisze...

@Krzysztof - rozumiem, myślałem po prostu, że to cały Twój portfel. W takim razie wygląda to w miarę sensownie. Przy inwestycji w fundusze zagraniczne WIOF (gdybyś takie wybrał), uważaj na kwestie podatkowe.

Co do polskich funduszy inwestycyjnych, to tak jak kolega podpowiada wyżej, zrezygnowałbym z tradycyjnych na rzecz ETF. Maja kilka zalet - dywidendy spółek z WIG20, możliwość odliczenia straty podatkowej itp. Spróbowałbym ewentualnie jakichś funduszy, inwestujących agresywnie w małe i średnie spółki, których jedyny dostępny do tej pory na naszym rynku ETF nie reprezentuje.

Pozdr.

Krzysztof pisze...

Właśnie w przypadku funduszy zagranicznych unikam WIOF i HSBC - nie" chcę mi się babrać w kwestiach podatkowych (chociaż jak kiedyś znajdę czas (haha), to pewnie się tym zainteresuję i dowiem jak to policzyć).

Przy funduszach polskich akcji to trzymam się głównie ETF i funduszu indeksowego na mWIG40 (czyli średnie spółki jakoś są w portfelu obecne). Legg Mason też zostawiam, na razie sprawuje się przyzwoicie (stopę zwrotu mam podobną jak w przypadku Ipopemy).

Krzysztof Nyrek pisze...

Ciekawa konstrukcja portfela, przy czym jeżeli chodzi o Fundusze Inwestycyjne, ja osobiście polecałbym połączenie tych dwóch części i inwestowanie maksymalnie w dwa fundusze, przy czym stop loss, tak jak piszesz ustawiony na 10%, a dodatkowo co trzy miesiące konwersja funduszy, tak żeby w portfelu mieć zawsze aktualnie najlepiej zarabiające. To pozwala z jednej strony maksymalizować zyski, a z drugiej strony stop loss zabezpiecza przed utratą kapitału.

Krzysztof pisze...

Jak na razie to trzy fundusze (nie licząc ETF) - dwa polskie i jeden inwestujący za granicą - to dla mnie optimum.

Jeśli chodzi o wyniki, to śledzę je na bieżąco i całkiem ostatnio wyszedłem z UniAkcji Małych i Średnich Spółek. Od kilku miesięcy kapitał stał w miejscu i nic nie zarabiał.

O ostatnich zawirowaniach w portfelu (bo pozmieniało się sporo) napiszę na początku lutego.

Anonimowy pisze...

Obawiam się, że 10% w gotówce, a reszta w akcjach to nie jest dywersyfikacja. Pozdrawiam. Tomek

Krzysztof pisze...

Słuszna uwaga!
Ale zauważ, że portfel w założeniu ma być bardzo agresywny (bezpieczne inwestycje mam poza portfelem - w tym fundusz awaryjny). Dlatego - póki co - dywersyfikacja jest między samymi akcjami, a nie między całkowicie różnymi typami inwestycji.

wynajem mieszkan warszawa pisze...

50% akcje? odważnie :)

Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

Prześlij komentarz

Podobne wpisy