To może trochę rozrywki?

W dwóch ostatnich wpisach powiało trochę pesymizmem. Najpierw historia pewniej porażki, a potem dojście z oszczędzaniem do ściany. Absolutnie nie było to celowe, najwidoczniej szaro-bura jesienna aura sprzyja (przynajmniej w moim przypadku) takim nastrojom.
Ale nic to, czas się zrehabilitować, dzisiejszy wpis ma być pozytywny.

Ostatnio doszedłem do wniosku, że czas coś zrobić ze swoim podejściem do pieniędzy. Szala trochę za mocno przechyliła się na stronę oszczędzania, nie zostawiając już za wiele miejsca na przyjemności, zainteresowania, samorealizację…

Czas to zmienić.

Przyjrzałem się swoim finansom i co widzę? Dwa fundusze - awaryjny, na niespodziewane wydatki, oraz fundusz planowy - na przyszłe, nieuchronne wydatki związane z nowym mieszkaniem. Brakuje co najmniej jednego - funduszu rozrywkowego.

Nie wiem, czy "fundusz" to akurat dobre określenie. W założeniu ma to być stała kwota, która co miesiąc zostawiam/przeznaczam dla siebie, na kino, teatr, jedzenie na mieście albo hobby. Jak w danym miesiącu coś zostanie, to po prostu będę miał więcej w kolejnym. Nadwyżek w tym "funduszu" raczej nie będę "oszczędzał", chociażby po to, aby rozdzielić rozrywkę od oszczędności/inwestycji.

No dobra, ale ile konkretnie przeznaczyć na siebie? Nie chcę przecież przegiąć w drugą stronę. Tu z pomocą przychodzi niezawodny blog Get Rich Slowly i zasada równowagi. Na czym polega? Cytując w/w bloga, Twoje finanse są w równowadze gdy mniej-więcej zachowane są następujące proporcje:
  • nie więcej niż 50% miesięcznych dochodów przeznaczasz na potrzeby, 
  • nie więcej niż 30% na zachcianki,
  • i co najmniej 20% na oszczędności/inwestycje (wliczając w to fundusz awaryjny, samodzielne odkładanie na emeryturę itp.).
Oczywiście nic nie jest zapisane w kamieniu i w zależności od własnych preferencji jak najbardziej można zmieniać te proporcje. W moim przypadku na początku wypróbuję model 50% na potrzeby, 25% na zachcianki i 25% na oszczędności. Mniej-więcej.

Zobaczymy jaki będzie efekt. J.D. pisze, że od kiedy uzyskał taką równowagę w swoich finansach jest ogólnie znacznie szczęśliwszy, a także bardziej zadowolony ze swojego podejścia do pieniędzy. Od przyszłego miesiąca (jak znalazł na postanowienie noworoczne) zamierzam wcielić w życie tę regułę. Być może wpłynie to nieco negatywnie na ustalone wcześniej plany, ale trochę elastyczności też mi się przyda.

Pieniądze powinny prowadzić do szczęścia, a nie do umartwiania się.

opublikowano 18 grudnia 2009

Jeśli podobał Ci się ten wpis to:




Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

2 komentarz(y):

Unknown pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
seb2k6 pisze...

A te 50% na potrzeby to jest łącznie z opłatami mieszkaniowymi, jedzeniem itp czy to jest podział kwoty, która zostaje po wszystkich niezbędnych do życia wydatkach ?

Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

Prześlij komentarz

Podobne wpisy