Dlaczego wciąż trzymam stratne akcje?


Gdy ostatnio uaktualniałem swój portfel inwestycyjny, WIG 20 miał jakieś 2900 punktów. Dziś - o 600 punktów mniej.

Naturalnie, musiało się to odbić na stanie mojego rachunku.

A mimo to nadal trzymam ETF-y (a nawet dokupuję, szczęśliwie w okolicach dołków), czy chociażby akcje BGŻ i JSW.

Błąd?

Być może.

"Na papierze" strata wygląda na dość dużą - relatywnie do wielkości całego portfela.

Pewnie ulegam efektowi zbyt długiego trzymania się strat, albo po prostu bardzo nie lubię stop-lossów (bo te moje zazwyczaj idealnie trafiają w odbicia).

Ale mam też kilka rzeczy na swoje usprawiedliwienie!

1. To nadal strata tylko papierowa

Teoretycznie, dopóki nie zamknę pozycji i nie zaksięguję straty, to nie jest tak źle.

2. Mam dużo czasu

Mój cel inwestycyjny jest zdecydowanie długoterminowy. Nie będę tych pieniędzy potrzebował ani za rok, ani za pięć, ani za dziesięć lat. Siłą rzeczy ten portfel będzie musiał przeżyć co najmniej kilka cyklów bessa-hossa.

Choć przyznaję, że zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby podczas bessy większość środków była poza rynkiem ;).

3. Stosunkowo niewielkie pozycje

W jeden walor inwestuję minimalne środki. Lub coś koło tego. Nominalnie, straty są więc jak najbardziej do przełknięcia.

Zauważyłem w praktyce, że przy takim zarządzaniu wielkością pozycji emocje odgrywają znacznie mniejszą rolę (czyli mniej przeszkadzają). Zawsze coś.

4. Walka z "odruchowymi" transakcjami

Wcześniejsze doświadczenia uczą mnie, że prawie za każdym razem, gdy się przełamywałem i w końcu sprzedawałem akcje - trafiałem na dołek. A to nigdy nic dobrego.

5. Mała liczba transakcji

Generalnie staram się wykonywać niewiele transakcji.

Tego akurat nie jestem do końca pewien i zastanawiam się, czy nie zacząć bardziej aktywnie zarządzać swoim portfelem.

Póki co wykonuję może jedną-dwie transakcje na miesiąc. Czasem nawet mniej.

Może pora na eksperyment i zerwanie z takim zachowawczym podejściem?

--

To oczywiście tylko takie tłumaczenie się przed sobą i racjonalizowanie - raczej nikogo nie namawiam do pójścia w moje ślady.

Póki co, po prostu odkrywam jaki styl inwestowania pasuje mi najlepiej. Bo choć może oszczędzanie i zarządzanie domowym budżetem mam już całkiem nieźle opanowane, to jednak giełda to dla mnie nadal teren mało znany.

Popełniam sporo błędów, ale to wszystko jest jeszcze do nadrobienia.

Autorem ilustracji jest John-Morgan.

opublikowano 19 października 2011

Jeśli podobał Ci się ten wpis to:




Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

6 komentarz(y):

Filon pisze...

W tym momencie będąc na Twoim miejscu nie wiedziałbym czy sprzedawać, czy wytrzymać z akcjami do kolejnej hossy, ale ciekawi mnie czemu zdecydowałeś się nie sprzedawać w okolicach wakacji, gdy robiło się nieciekawie?

Krzysiek pisze...

Na szczęście przy tej wielkości portfela nie muszę zaciskać zębów i martwić się o to, co się będzie działo jutro na parkiecie.

Wakacyjne spadki - kwestia nastawienia (ew. samooszukiwania, zależy jak na to spojrzeć ;) ). Po tej gwałtownej przecenie z sierpnia myślałem, że wiele do stracenia już nie ma(m), więc nie ma powodu by robić jakieś gwałtowne ruchy.

W Kreciej Norze pisze...

Nie przychodzi nic dobrego z nadmiernej aktywności na siłę, zwłaszcza na małym portfelu koszty "aktywnego zarządzania" mogą zjeść każdy zysk. Transakcje wykonuj wtedy, kiedy masz ku temu rzeczywistą potrzebę - widzisz okazję do zakupu/chcesz zrealizować zysk/uciąć stratę.

A najlepiej nie słuchaj wszelkich domorosłych doradców ;)

Krzysiek pisze...

Aktywność na siłę - nie. Raczej coś bardziej w stronę odejścia od nastawienia "kup i zapomnij".

Dokładnie tak jak piszesz - najpierw poszukiwanie okazji do zakupu/sprzedaży i dopiero potem decyzja o transakcji (a nie na odwrót).

Magdalaena pisze...

A nie miałeś ustawionego kroczącego stoplossa?

Krzysiek pisze...

Nie.

Tam, gdzie miałem, to już dawno wyleciałem z pozycji ;).

Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

Prześlij komentarz

Podobne wpisy