Dochód pasywny to nie to, czyli dlaczego nie zostanę 30-letnim rentierem


Któż by nie chciał mieć wiecznych wakacji, podróżować po świecie, robić to co się kocha, mieć lato cały rok… To wszystko oczywiście za pieniądze, które same płyną wieloma strumykami na nasze konto.

Bez ciężkiej pracy i bez wysiłku.

Czy to w ogóle jest realne? Tu i teraz?

Nazwijcie mnie pesymistą, niedowiarkiem, ale wydaje mi się że nie.

Kolejne kilka akapitów może wydać się Wam krzykiem frustrata, któremu daleko do wygenerowania solidnej, pasywnej pensji z działalności w Internecie. Jeżeli chcecie sobie tego oszczędzić, to zapraszam od razu do ostatniego nagłówka.

Ale tak naprawdę to nie ma tu jakiejś szczególnej frustracji. Ani zawiści, czy zazdrości wobec tych, którym ta sztuka się udala. To tylko mój mały sprzeciw wobec pewnych - moim zdaniem - chybionych dogmatów dotyczących pasywnego dochodu.

Kup teraz, daj zarobić


Oczywiście, że to wszystko ładnie brzmi. Uwolnienie się od etatu, zobowiązań, mnóstwo wolnego czasu… Ładne, okrągłe słowa, w które można opakować cały zestaw marzeń przeciętnego człowieka.

Tyle, że ten cały pasywny dochód… zrób raz i korzystaj cały czas… Nie wydaje się Wam to trochę naciągane? Tak jak mityczny „drugi poziom” w programach partnerskich? Chociaż trochę?

Zobacz jak ja to robię – kup mojego e-booka, prześlij mi swoje pieniądze i poczuj na własnym portfelu jak działa mój pasywny dochód. Kup teraz!

Takie bajania zwykle kojarzą mi się z tandetnymi stronami sprzedażowymi, które ciągną się w nieskończoność (tyyyyle przewijania), co drugie zdanie jest na czerwono i pogrubione, a każdy nagłówek obiecuje, że to książka dla mnie (bo najczęściej chodzi o e-booki lub jakieś inne kursy), że mogę już dziś, że na pewno się uda, bo to sprawdzony sposób. A na dowidzenia wypunktowana lista wymieniająca korzyści, które osiągnę gdy posiądę tę wiedzę, którą mają „tylko nieliczni”. Ci, którzy znają "ten magiczny sposób".

Chodzi oczywiście o sposób na lepsze życie, więcej pieniędzy, szczupłą sylwetkę, czy cokolwiek czego większość ludzi nie ma, a mieć by chciała.

Niskim kosztem. Np. za 26,99 zł za e-booka. Łatwo i od zaraz.

Złóż zamówienie teraz! Dostaniesz produkt wart 299 zł za jedyne 79 zł!

Jeden klik, szybki przelew i już czuję, że robię coś dobrego dla siebie. Szkolę się. Zdobywam sposób na lepsze życie. Właśnie wydałem pieniądze na małą dawkę iluzji i 10 minut lepszego myślenia o sobie.

Bonus! Złóż zamówienie teraz, a dostaniesz ten zachwycający zestaw noży, dzięki którym staniesz się lepszym kucharzem!

Wszystko podane w jakiejś takiej dziwnej, tandetnej, taniej formie. Nie mieliście nigdy właśnie takiego wrażenia „taniości” przeglądając strony tych wszystkich (przynajmniej polskich) „guru” zarabiania w Internecie?

Nie kojarzy Wam się to trochę z telezakupami Mango?

No jasne, wszystko to może być zgodne ze sztuką marketingu, może działać doskonale i we wspaniały sposób łapać klientów. But it still feels cheap.

Nie tylko e-booki


Możesz przecież prowadzić bloga! I zarabiać na reklamach, programach partnerskich lub na swoich produktach.

Tyle, że prowadzenie bloga – profesjonalnego i dla pieniędzy – to jednak ciężka praca. Taka dość… aktywna i wymagająca poważnego wysiłku. Naturalnie, możesz też pisać hobbystycznie i zarabiać tak po prostu, mimochodem.

Tyle, że to rzadkość. I musisz być naprawdę, naprawdę dobry w tym co robisz.

Inaczej możesz skończyć tak, jak w tej historii:

Byłam już na kilku szkoleniach, przeczytałam wiele ebooków i artykułów o programach partnerskich, od kilku lat prowadzę dwa blogi, w które włożyłam masę pracy i za pomocą których powinnam zarabiać i…. prawie nic nie zarabiam.

Lub co jeszcze gorsze, możesz włożyć w projekt naprawdę dużo pracy (i pieniędzy) i nadal może się nie udać.

Ale nie mówię że się nie da.

Da się!


Ale nie będzie łatwo.

I nie obędzie się bez ciężkiej pracy.

Ani odrobiny szczęścia.

Krzysztof Lis – zarabia blisko 2 500 zł co miesiąc – „tylko” prowadząc blogi. Ale nie dajcie się zwieść temu, jakoby „blogaski” były łatwym źródłem dochodu. Krzysztof w samym tylko sierpniu opublikował 58 wpisów. To bardzo dużo (ja w sierpniu napisałem trzy :) ). I raczej nie powstały one bez wysiłku i w sposób „pasywny”.

Glen Allsopp, podawany jako przykład osoby żyjącej z pasywnego dochodu, sam pisze:

If making money online was as easy as the two hours you think you can put into this and disappear, then a lot more people would be doing it

Prosta prawda na dziś jest taka: by poważnie zarobić, trzeba się poważnie napracować. A niestety, ludzie myśląc o "dochodzie pasywnym" często zapominają, że pieniądze spadające z nieba są na samym końcu tej drogi. Drogi, która zaczyna się od ciężkiej pracy.

Autorem ilustracji jest Beth

opublikowano 14 października 2010

Jeśli podobał Ci się ten wpis to:




Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

41 komentarz(y):

grapkulec pisze...

Glena akurat dość regularnie czytuję, a konkretnie jego ViperChill i szczerze mówiąc jeśli koleś jest w stanie z dobroci serca (bo zarabia na swoich innych stronach i szkoleniach) klepać posty po kilka tysięcy słów i to jeszcze pełne konkretów a nie wodolejstwa to nawet nie chce mi się myśleć o tym ile pracy wkłada w swoje projekty czysto komercyjne.

zresztą wyklepać ebooka to jest pikuś, gorzej jak ktoś powoła się potem na obietnicę wsparcia merytorycznego przy wdrażaniu tego w życie. chcąc zarabiać trzeba sobie wypracować etykietkę solidności więc żaden mail z wołaniem o pomoc nie może pozostać bez odpowiedzi bo cię obsmarują na facebooku i tracisz renomę błyskawicznie.

ja szczerze mówiąc nie mam siły na bawienie się z komercjalizację swojej obecności w necie. pracy mam dość na etacie, reszta klepania w klawiaturę to już tylko hobby. i nawet wizja góry złota po drugiej stronie tęczy nie jest w stanie mnie zmobilizować do zabiegania o kliki, dotacje, prowizje, etc.

Krzysztof pisze...

Dzięki za świetny komentarz :).

Glen jest niesamowity, jeśli chodzi o merytoryczną zawartość jego bloga. Takie budowanie sobie renomy pod następne, już płatne produkty, to jest bardzo ciężka praca.

Co do komercjalizacji, to jak najbardziej, nic na siłę. Tutaj np. AdSense są trochę "na doczepkę" i raczej służą jako informacja zwrotna o jakości bloga i moich różnych starań, niż jako poważne źródło dochodu.

Sokomaniak pisze...

Generalnie "pasywny dochód" to mit. Jedyne zbliżone do tej definicji źródło to wrzucenie góry kasy na lokatę i życie z odsetek. Ale i nawet wtedy trzeba szukać lepszych lokat, dywersyfikować portfel itd. Nie ma czegoś takiego jak pieniądze za nic: bez pracy, bez poświęcania czasu.

Napisać e-booka i żyć z praw autorskich? Bzdura - po jakimś czasie jest już nieaktualny. Prowadzić bloga i zarabiać z reklam? Trzeba poświęcić kupę czasu na pisanie i promocję. Przestaniesz pisać - czytelnicy i dochód znikną.

Unknown pisze...

Gratuluję przejrzenia na oczy. Wyrwanie się z iluzji boli, ale zawsze daje też sporo radości. :)

Nie ma czegoś takiego jak dochód pasywny. To mit, świetne hasło reklamowe. Zauważ, że większość osób zarabiających na "pasywnym dochodzie" po prostu sprzedaje naiwniakom ten właśnie mit. Nic poza tym. Sprzedają bezwartościową wydmuszkę, a nie żaden prawdziwy produkt.

Rób to co lubisz najlepiej jak potrafisz, a przy odrobinie szczęścia uda Ci się z tym wybić - to jest sensowna droga, a nie jakieś mrzonki o finansowym perpetum mobile. :)

Magdalaena pisze...

Piszesz bardzo sensowne rzeczy.

Ja też szczerze zastanawiam się, kto kupuje te e-booki czy kursy, bo estetyka telezakupów mango faktycznie jest odstręczająca.
Wychodzi na to, że w udanych wypadkach internet jest po prostu medium do kontaktu z klientami.

Co do pełnego dochodu pasywnego, to IMHO jest możliwe, ale bardzo trudne do osiągnięcia i nie do końca zależne od samego przedsiębiorcy. Np. JK Rowling spokojnie może już nie pracować i żyć z zysków z Harrego Pottera - raz napisała, a kasa ciągle płynie. Ale ilu początkujących pisarzy nie zarobi nawet tyle, żeby zrezygnować z pracy i pisać zawodowo ?

Unknown pisze...

Magda, nie możemy porównywać pisarskiego rynku polskojęzycznego z angielskojęzycznym. Angielskim posługuje się pół świata.

najlepszeblogi pisze...

Oczywiście - praca, praca i jeszcze raz praca. Kto chce zarobić szybko, przeważnie szybko może tylko stracić.

Co do zarobków pasywnych i całej teorii z tym związanej, to najważniejszym wnioskiem płynącym z ebooków jest to, że najlepsiej...samemu pisać ebooki i oczekiwać na jeleni gotowych zapłacić "jedynie" 26,99.

Magdalaena pisze...

@Psychopomp - rynek nie ma tu nic do rzeczy. Chodziło mi o to, że aby mieć prawdziwy dochód pasywny umożliwiający wygodne życie trzeba napisać coś co sprzeda się naprawdę dobrze. I wydaje mi się, że literatura piękna daje na to większe szanse niż poradniki, bo się nie dezaktualizuje.

Melonmaker pisze...

Być rentierem można wtedy, gdy ma się kapitał, a kapitał niestety trzeba zarobić (lub ukraść;). Generowanie pieniędzy w internecie nie jest dochodem pasywnym. To zwykła praca. Jeśli nie masz nowatorskiego pomysłu, to zazwyczaj jest to praca bardzo mało efektywna, bo powielasz wzorce, które kiedyś przyniosły komuś dochód i są już niestety nieco przestarzałe. Moim zdaniem dojście do rentierstwa jest możliwe, ale poprzez efektywną pracę. Problem jest taki, że jak ktoś myśli o rentierstwie, to zazwyczaj średnio chce mu się pracować ;) Znam wiele osób, które mogłyby być rentierami, ale wolą cały czas pracować, aby zarabiać więcej, więcej, więcej...

www.inwestowanie.org.pl pisze...

Jesli chodzi o blogi to pasywny za cholere nie jest. Ale pisanie blogów dla siebie ma sens. Znam kilku blogerów ktorzy zmienili prace z powodu bloga. I huk ze mieli z niego 100zł miesiecznie za AdSense.... dzieki nowej pracy maja 2-3tys wiecej a zauwazono ich poprzez blogi. E-booki to jest tragedia merytoryczna, sama sieczka. Co do dochodu pasywnego to spokojnie widac kolega powyzej nigdy nie mial chodz miliona by wiedziec ze zadnych lokat szukac nie musi, sama przyleza i jeszcze ktos bedzie pilnowal, zeby byly dobre. Pozatym 200tys PLN otwiera niektore formy inwestowania, ktorych ci maluczcy nie widza. Zapisujesz sie na obligacje korporacyjne w "pseudo IPO" .... i po 2 tygodniach sprzedajesz je po 103% ceny nominalnej malutkim, łakniacym. To samo z PE/VC.

Krzysztof pisze...

Wow, widzę, że temat jest gorący :).

Jak tylko znajdę wolną chwilę (czyli wieczorem) to odpiszę Wam na wszystkie komentarze.

Na razie jestem trochę zabiegany jestem, bo - tak jak pisałem - pieniądze jeszcze pasywnie mi nie wskakują na konto ;).

Krecik pisze...

Zgadzam się w pełni, że ostatnio seryjnie produkowane w Polsce e-booki to często sieczka i kontynuacja bajki jak to łatwo, prosto i przyjemnie bez zaangażowania można zarabiać... Ale też jako sprzedawcę nieodmiennie mnie zastanawia - kim są klienci tych autorów? Inne osoby, którym sprzeda się bajkę o pisaniu e-booków i innych źródłach "pasywnego" dochodu?

Notabene, niezależnie od tego, że pasywność to mit, i tak fajnie się czyta zmagania innych blogerów w dążeniu do niego ;)

Krzysztof pisze...

@Sokomaniak
Jak najbardziej się zgadzam, nie ma pieniędzy znikąd. No ok, załóżmy że jest gdzieś to prawdziwe rentierstwo, kiedy masz tyle pieniędzy, że na jakikolwiek procent ich nie ulokujesz i tak będziesz mógł żyć wygodnie, a nawet luksusowo.

No ale to jest trochę poza zasięgiem :)

Krzysztof pisze...

@Psychopomp
Nie ma mowy o wyrwaniu się z żadnej iluzji, bo takie poglądy mam praktycznie od początku działalności tego bloga ;).

Ogólnie, cała nisza (uwaga! straszna generalizacja) "make money online" kręci się w kółko. Strony, które zarabiają na poradach o zarabianiu na stronach. Pff.

Krzysztof pisze...

@Magdalaena
Też się zastanawiam, kto kupuje te rzeczy. No ale widocznie ktoś musi, skoro przemysł kursowo-ebookowy stanowi całkiem poważny segment internetowego rynku.

Ja potrafię sobie wyobrazić tylko jedną motywację do takich zakupów: ciekawość, czy to rzeczywiście taka bieda, jak się spodziewam, czy może mimo wszystko za tymi telezakupami stoi coś ciekawego.

Jak na razie domyślnie przyjmuję pierwszą opcję.

Krzysztof pisze...

@Melonmaker
Jest na pewno mnóstwo (no, może bez przesady) ludzi, którzy zgromadzili już taki majątek, że mogliby spokojnie żyć z odsetek nawet z konta oszczędnościowego w PKO BP ;).

Ale mimo to nadal pracują, bo to co robią, przynosi im wiele radości. W sumie to wolę chyba dążyć do właśnie takiego modelu, niż tylko leżeć pod palmą i patrzeć jak pieniądze same wędrują na konto ;)

Krzysztof pisze...

@Krecik
Też lubię czytać o drodze do rentierstwa i tak dalej, podoba mi się blog Marcina.

No, ale z drugiej strony mój dzisiejszy wpis powstał właśnie pod wpływem tego wpisu, w którym Marcin raczej zniechęcał ludzi do "ciężkiej pracy"...

Krzysztof pisze...

@słowa kluczowe i domeny
Proszę, proszę, proszę podpisujcie się imionami lub pseudonimami. Będzie fajnie.

Jak napiszecie ciekawy komentarz to ludzie i tak klikną w link pod nickiem...

W Kreciej Norze pisze...

Dorzucę swoje trzy grosze jeszcze. Nie zawsze mam możliwość zalogowania pod swoją 'krecią tożsamość', piszę komentarze z naprawdę różnych komputerów ;( i tak wrzucam link do bloga pod pseudonim (parę razy tutaj także, zawsze pod tym samym pseudo, w końcu po to się podpisuję aby inni wiedzieli kto zacz).
Zauważyłam, że nawet pisać ciekawie nie trzeba - wystarczy czasem 'być obecnym' we właściwym miejscu innej, popularniejszej niż nasza strony. Pojedynczy rzut odwiedzin w statystykach wygląda czaarująco ;-) Ale pisanie stale na jakiejś popularnej stronie ruchu wcale nie zwiększa, nawet jak 'zdarzy się' napisanie jakiejś ciekawej uwagi. Stali wiedzą, a nowych nie ma tylu.

Krzysztof pisze...

@W Kreciej Norze
Bo ja wiem... W strukturze odwiedzin mojego bloga większość odwiedzin pochodzi z innych witryn, za co w znacznej części odpowiadają komentarze. To poważne źródło ruchu :).

A co do samej dyskusji i podpisów. Jak tak sobie tutaj miło rozmawiamy, to osobiście wolę rozmawiać z ludźmi, niż sprowadzać dyskusję do:
"o cześć [domeno]. w ostatnim komentarzu [nazwa bloga] poruszyła całkiem ciekawą rzecz, ale nie do końca zgadzam się z tym, co mówi [adres internetowy]" ;)

Richmond pisze...

"Jest na pewno mnóstwo (no, może bez przesady) ludzi, którzy zgromadzili już taki majątek, że mogliby spokojnie żyć z odsetek nawet z konta oszczędnościowego w PKO BP ;)."

Ostatnio moj znajomy kupil mieszkanie za gotowke, cena byla wyzsza, niz niektorzy blogerzy chca zebrac na emeryture. Wedlug tych wyliczen internetowych moglby byc rentierem. Chociaz w sumie bedzie, bo do pensji bedzie mial ekstra pieniadze z wynajmu.

Takze sa tacy "drobni" ciulacze wsrod przecietnych ludzi, nie wyrozniaja sie z tlumu, nie obnosza sie z tym co maja na koncie, nie pisza blogow i nie daza do niezaleznosci finansowej. Praca odpowiada im i to na dodatek na etacie. A podobno na etacie nie da sie dorobic ;)

W Kreciej Norze pisze...

@Krzysztof,
taki komentarz to nie komentarz, tylko spam ;) Zero wnosi do tematu, żadnych nawet odległych skojarzeń prócz jawnej nachalnej reklamy. Ja na takie linki po prostu nie wchodzę, większość znajomych też.

@Richmond,
podobno ;) tak jak ze wszystkimi źródłami pieniędzy, ważne co z pieniędzmi zrobimy a nie skąd je dostajemy. Bycie tylko na etacie kojarzy się często ludziom tylko z przejadaniem zarobków i konsumpcją, a nie dbaniem o przyszłość.
Na jednym z blogów jest recenzja książki, która opisuje właśnie to zjawisko na amerykańskim - a jakże - przykładzie. Muszę poszukać, gdzie ją czytałam ;-)

Krzysztof pisze...

@Richmond
Ja też jak najbardziej lubię pracę na etacie i nie do końca rozumiem, czemu taka forma zarabiania pieniędzy jest tak znienawidzona przez osoby dążące do rentierstwa/niezależności finansowej.

A bycie takim 'millionaire next door' to fajna sprawa :)

Krzysztof pisze...

@W Kreciej Norze
Mówiąc o swoich komentarzach miałem na myśli, takie, które - mam nadzieję - coś wnoszą do tematu na innych blogach. Jestem jak najbardziej przeciwny spamowi w komentarzach i tę zasadę staram się odnosić w pierwszej kolejności do siebie samego :)

W Kreciej Norze pisze...

To była tylko ogólna refleksja o komentarzach, bynajmniej nie twoich ;) ale autorstwa osób które myślą, że mogą dzięki takim wątpliwym wpisom zyskać.

Paweł Choiński pisze...

Bardzo fajny tekst (sam mam bardzo podobne zdanie i kilak razy o tym pisałem).

Ja na to patrze w skali globalnej - dochód pasywny to rysa na szkle - mało produkujesz a dostajesz nierynkowy i mało prawdopodobny do osiągnięcia w innym modelu zysk. Nie może być tak, że nawet 10% społeczeństwa ma dochód pasywny.

Wiemy, że jest to przeznaczone dla "promila" ludzi - a chętnych jest kilkaset razy więcej więc tworzy się naturalny mechanizm obronny rynków - konkurencja. W niektórych (tych najbardziej dochodowych) sektorach branżowych - jak chociażby finanse - jest ona tak ogromna, że zarabianie na blogu finansowym to ciężka praca, a zyski odroczone w czasie.

Ale w sumie to i dobrze. Jako zwolennik "czystego" wolnego rynku raczej nie podoba mi się "zysk pasywny" jako taki (chociaż sam mam prawie 100% źródło dochodu pasywnego - zarabiające 120zł miesięcznie :>).

Zbyszek Papiński pisze...

No to podsumowując - trzeba się ciężko narobić, żeby zdobyć jako taki pasywny dochód :) Poza tym słowo "pasywny" jest dość naciągane, bo nawet zakładając lokatę trzeba trochę czasu spędzić szukając tej najlepszej dla nas.

Krzysztof pisze...

@Paweł
Ja już dawno porzuciłem pomysł zarabiania na tym blogu :). Trzeba włożyć w to mnóstwo pracy, a zysk jest z tego maksymalnie niepewny. Zwłaszcza jeżeli ktoś, tak jak ja, zdaje się tylko na AdSense.

Krzysztof pisze...

@ZP
Nie ma wyjścia, trzeba pracować :). Faktycznie, bardzo trudno o dochód, który po jakimś czasie nie wymagałby żadnego zaangażowania i tylko "sam się krecił".

Pamiętam jakąś prezentację Tima Ferrisa (4-hour workweek), gdzie ktoś go spytał jak "upycha" całą swoją pracę w te słynne 4 godziny tygodniowo.

Odpowiedź była prosta - w pozostałym czasie nadal pisze bloga/ebooki/robi prezentacje/cokolwiek innego czym się teraz zajmuje, ale już nie traktuje tego jako pracy, bo to po prostu lubi.

Jeżeli tak ma wyglądać to całe rentierstwo, że po prostu przenoszę rożne czynności z kategorii "praca" do kategorii "robię to, co lubię" to nagle sprawa wygląda całkiem inaczej ;)

Magdalaena pisze...

Krzysztof "w pozostałym czasie nadal pisze bloga/ebooki/robi prezentacje/cokolwiek innego czym się teraz zajmuje, ale już nie traktuje tego jako pracy, bo to po prostu lubi."

Od dawna powtarzam, że wystarczy po prostu znaleźć frajera, który będzie nam regularnie płacił za robienie tego, co i tak lubimy. Tylko, że jakoś wszyscy uważają, że stosunek pracy jest be.

W Kreciej Norze pisze...

Znalazłam ;-) Yossarian był autorem posta o książce The Millionaire Next Door: http://finansedomowe.blogspot.com/2009/08/milionerzy-z-sasiedztwa.html
Potem była jeszcze przez innych kilkukrotnie przytaczana.

Trochę dają do myślenia statystyki, obalają mit milionera. To przede wszystkim tacy ludzie, jakich opisała Richmond.

Krzysztof pisze...

@Magdalaena
A tam od razu "frajera" ;).
Jak dla mnie, stosunek pracy, etat jest jak najbardziej ok i też nie rozumiem przedstawiania pracy na etacie jako największej katastrofy życiowej, jak to ma miejsce na niektórych blogach o niezależności...

Krzysztof pisze...

@W Kreciej Norze
A od obalenia tego mitu prosta droga do wniosku, że jak ktoś jest zdyscyplinowany i pracowity to też może zostać takim skromnym milionerem :)

Inwestor pisze...

Ciekawa dyskusja :)
Z mojego punktu widzenia "rentierstwo", czy jakkolwiek inaczej się to odmienia, to coś jak najbardziej osiągalnego, problem polega jednak na tym, że istnieje prawdopodobieństwo załamania się źródła/źródeł dochodu pasywnego.
Załóżmy, że jestem właścicielem małego biurowca i trzech mieszkań. Roczny dochód przewyższa znacznie koszty utrzymania na tyle, by zysk pozwalał na utrzymanie się i całkiem wygodne życie. W pewnym momencie ktoś "postawił" niedaleko większy, ładniejszy, tańszy biurowiec i następuje masowa migracja. 3 mieszkania, które nadal wynajmuję nie przynoszą już tyle dochodu, by chociażby opłacić biurowiec... Tak więc sam dochód może być pasywny, ale nie powinno to oznaczać, że rentier jest człowiekiem pasywnym i zajmuje się wyłącznie "nic nie robieniem". Wielu ludzi myśli "co robić, żeby nic nie robić a zarobić"... tak się niestety (albo na szczęście) nie da. Sam jeszcze nie osiągam dochodu pasywnego pokrywającego moje zobowiązania, lecz uważam, że jest to wykonalne i w moim zasięgu.
Przepraszam za przydługi komentarz i pozdrawiam autora, życząc wielu sukcesów! (ps. dochody z reklam nie są dochodem pasywnym, a poziom wspomnianych ebooków jest w większości żenująco noski, jednak liczy się też chęć i pomysł)

Zyszek Cashflow pisze...

1. Żeby być pasywny musisz najpierw trzeba być (bardzo) aktywnym!
2. Budując dochód pasywny małymi kroczkami (sprzedaż produktów za 30zł np ebooki, reklamy na blogu, linki) nigdzie się nie dojdzie! Wyznaczając sobie małe cele osiąga się mało! Pomyślcie o sprzedaniu produktów wartych 3.000zł albo 30.000.000 (30 milionów) zł - ja zajmowałem się i jednym i drugim - i wiecie co? Oba jest tak samo trudno sprzedać - tyle że produktów tańszych musisz sprzedać więcej. Wyjdźcie z domu - internet to nie jedyne źródło dochodu paywnego.
3. Moim zdaniem najlepszym sposobem na dochód pasywny jest posiadanie dużego kapitału i zycie z odsetek/inwestycji - to jest prawdziwy dochód pasywny. Reszta to biznes - a ten zawsze będzie wymagał naszej aktywności.

@Melonmaker - NIE! Kapitału się nie kradnie. To żaden sposób na dochód pasywny. Ile lat chcesz potem być za to ścigany? Nawet sobie tak nie żartuj - dbaj o higienę swoich przekonań.

Gotówkowe pisze...

Pieniądze nie rodzą się z niczego. Dochód pasywny to ściema przez trenerów marketingu, którzy zarabiają na ludzkiej nadziei.

Anonimowy pisze...

Twoj artykul brzmi jak placz osoby ktora odnosi lub odniosla porazke. Piszesz ze zarabianie na blogu nie generuje wystarczajacego zysku ale sam w ta bujde sie wplatales i dalej w niej tkwisz.

Sebka pisze...

Dochód pasywny jest jak najbardziej możliwy. Zarabiając na etacie można wziąć kredyt na kupno np. lokalu usługowego, który potem można wynająć, żeby zarabiał na spłatę raty + kolejne inwestycje.

SzukamLokum pisze...

Polecam uwierzyć w to, że można osiągnąć dochód pasywny, następnie wyznaczyć sobie cel i konsekwentnie do niego dążyć. Na początku będzie bardzo trudno, będzie to pracochłonne, ale w dłuższej perspektywie (kilka lat) się to opłaci. Niestety na blogu nie zarobisz nić tylko go zakładając. Tak samo na nieruchomościach, musisz ich mieć cały portfel, żeby przynosiły godziwy dochód pasywny.
Życzę sukcesów w inwestycjach i powodzenia!

Krzysiek pisze...

@SzukamLokum
Kilka lat to zdecydowanie optymistyczne założenie. Prędzej "kilkadziesiąt". Na taką nieruchomość ludzie odkładają/kredytują się przecież przez 20-30 lat. A co dopiero mówić o całym portfelu inwestycyjnym.

PS. Na moim blogu podpisujemy się imieniem lub pseudonimem. Nie nazwą strony, czy frazą pozycjonującą.

Anonimowy pisze...

Pasywne dochody,Emerytura... Jakie będą? Każdy z nas zastanawia się jaka będzie jego finansowa przyszłość kiedy będziemy potrzebować środków do życia. Czy możemy liczyć na ZUS? My też tak myślimy. Dlatego trzy lata temu rozpoczeliśmy naszą drogę do budowania swojej, niezależnej emerytury. Dochody uzyskiwane z eksploatacji elektrowni wiatrowych, które budujemy pozwolą nam uzyskiwać ponadprzeciętne dochody zapewniając bezpieczną przyszłość. Inwestycja nie wymaga nakładu pracy więc nie będziemy musieli się angażować w zarządzanie firmą.
Zapraszamy na stronę: http://biznes2biznes.com/?strona=ogloszenie&id=71338&typ_id=1&w=1

Proszę o kontakt mailowy lub telefoniczny prześlę materiały dotyczące inwestycji: przemek@futureenergiazwiatru.pl, tel. 500166486

Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

Prześlij komentarz

Podobne wpisy