Ściana

Oszczędny tryb życia prowadzę stosunkowo od niedawna. Będzie to jakiś rok, może półtora. Na początku było trochę ciężko się przestawić z nieodkładania praktycznie niczego, zużywania w miesiąc całej pensji - na frugalizm, oszczędzanie i racjonalne gospodarowanie swoimi środkami.

Potem, z czasem, było coraz łatwiej. Oszczędności przestały boleć, a zaczęły cieszyć. Odkładanie 1/4 lub nawet 1/3 miesięcznej pensji weszło mi w nawyk i robiłem to praktycznie odruchowo, automatycznie. Najpierw płacę sobie, potem rachunki i inne zobowiązania, a na koniec przyjemności. Jakoś się to toczyło z miesiąca na miesiąc. Ale od ostatnich kilku tygodni czuję się z tym jakoś dziwnie ciężko...

Oszczędzanie zamiast cieszyć, przeradza się w mała (jeszcze) udrękę. Zaczyna mnie już męczyć  to ciągłe postponowanie swoich potrzeb (posiadania rzeczy), przyjemności (kino, kawa na mieście). Jednocześnie  zaczynam widzieć w sobie skąpca, zamiast osobę racjonalnie podchodzącą do swoich finansów.

Zwłaszcza, że oszczędności szukam już praktycznie wszędzie. Na energii (energooszczędne świetlówki, wyłączanie urządzeń zamiast czuwania itp.), eco-driving gdy już muszę używać samochodu (płynna jazda, hamowanie silnikiem itp.), na zakupach spożywczych (rzadko delikatesy, częściej dyskonty, zakupy z listą itp.), rezygnacja z karty kredytowej, oszczędzanie do słoika - i tak można wymieniać i wymieniać. I ciągle mi mało! Czyżbym ze swoim minimalizmem zaszedł trochę za daleko…?

Nie zrozumcie mnie źle, raczej nie doprowadzam tych oszczędności do absurdu. Raczej szukam coraz to kolejnych dróg uzyskania coraz to nowych źródeł oszczędności. Ale z każdą następną zastosowaną poradą, kolejnych do wykorzystania pozostaje już ich coraz mniej. A i miejsca w budżecie na przyjemności i "coś dla siebie" też robi się coraz mniej.

Widząc jak kurczą się możliwości oszczędzenia na czymś, odłożenia większej kwoty po miesiącu, zaczynam się martwić. Bo co jeśli nie zdążę? Jeśli nie uda mi się zbudować wystarczającego kapitału by potem, za kilkadziesiąt lat, procent składany sam na mnie zarabiał? Jeśli teraz odłożę mniej, to może w przyszłości ominie mnie jakaś dobra okazja inwestycyjna - będę ją widział, ale nie będę miał czym zainwestować?

Ostateczny cel wydaje się tak odległy, a codzienne oszczędności tak nikłe, że zaczynam w siebie wątpić. A konsekwencją tego jest to, że zaczynam wątpić w cały swój oszczędnościowy proceder i plan na przyszłość.

Doszedłem do ściany.

Czy to wypalenie? Czy to mija? Jak temu zaradzić? Macie jakieś własne doświadczenia w tym zakresie?

opublikowano 16 grudnia 2009

Jeśli podobał Ci się ten wpis to:




Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

8 komentarz(y):

grapkulec pisze...

nie chcę się tu mądrzyć, ale może po prostu powinieneś po takim ostrym starcie nieco wyluzować i "płacić sobie" 1/10 lub 1/5 wypłaty, a tę resztę zamiast odkładac po prostu trzymać jako kwotę do wydania w razie nagłego ataku chcicy imprezowej czy innej. jak będziesz miał ochotę to wydasz, a jak coś ci zostanie to dorzucisz do skarbonki. bez sensu jest sie tak męczyć bo to szybko doprowadzi cię do zupełnego zniechęcenia. życie jest do życia, a nie po to żeby uskładac kupkę pieniędzy. to one mają ci pomagać w czerapniu radości a nie na odwrót. poza tym nie demonizujmy, jak będziesz miał jakiś biznes na oku i braknie ci parę procent wymaganego kapitału to zawsze możesz to pożyczyć. a w końcu na to kino, kawę, czt książkę czy co tam sobie byś chciał kupić nie wydasz wszystkiego co odłozyłeś.

Krzysztof pisze...

Pewnie masz rację. Powinienem się dokładniej przyjrzeć proporcjom między oszczędnościami a wydatkami "na siebie". Coś tu wyraźnie jest zachwiane. Nie ma co się umartwiać przecież.

Łukasz pisze...

Welcome my son, welcome to the machine.
What did you dream?
It's alright we told you what to dream.

Oszczędzanie ma swoje granice, ale to tylko moje zdanie ;)

Anonimowy pisze...

Dokladnie, nie ma co cisnąć non-stop, myslę że ważniejsze jest zachowanie równowagi pomiędzy korzystaniem z życia, a oszczędzaniem niż szukanie nowych sposobów na oszczędności. W końcu w oszczędzaniu najważniejsze jest żeby to robić systematycznie, a nie za wszelką cenę.

Krzysztof pisze...

@Łukasz, Anonim
No niestety nawet z dobrymi nawykami można przegiąć i przesadzić. Ale przynajmniej zdałem sobie sprawę z problemu i teraz już "tylko" wystarczy to naprawić ;).
Szukanie równowagi chyba na tym polega. Kilka razy przegniesz w jedną stronę, kilka razy w drugą, aż w końcu znajdziesz balans. Tego się trzymam ;)

Andrew pisze...

Miałem ten sam problem, trzeba zachować umiar, ja podchodzę tak że jak zarobię dodatkowo np. 100 zł to popuszczam z oszczędzaniem np. przez kupowanie tańszych produktów. Podstawa to generowanie przychodu z kilku zródeł, jednym z nich jest oszczędzanie.

Krzysztof pisze...

@Andrew
Może to rzeczywiście jest jakiś sposób. Pewnie i tę metodę wypróbuję szukając równowagi w swoich finansach. Dzięki!

Anonimowy pisze...

oszczędzanie jest ważne ale ważniejsze jest inwestowanie i kupowanie aktywów ... od czegoś trzeba zacząć

Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.

W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.

Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!

Prześlij komentarz

Podobne wpisy