Z badania tego płynie kilka pozytywnych wniosków, jak również kilka mniej miłych. Z publikacji można dowiedzieć się, że niemal jedna trzecia (31%) respondentów nie korzysta z żadnych produktów bankowych. Moim zdaniem to całkiem przyzwoity rezultat, może bowiem świadczyć o postępującej edukacji finansowej Polaków - no chyba, że posiadane przez nich produkty to głównie lekkomyślnie zaciągnięte kredyty ;). Równie dobrze może być to efekt skutecznego docierania banków do nowych klientów. Niestety, w kontekście innych liczb, powyższy wynik nie wygląda już tak różowo.
Nieco ponad jedna trzecia badanych (35%) deklaruje, że nie posiada żadnej wiedzy na temat finansów. Czy to ci sami ludzie, którzy nie korzystają z żadnych produktów bankowych? Możliwe, że w dużej części tak - według badania większą wiedzę na temat finansów deklarują osoby, które sięgają po nieco bardziej zaawansowane produkty, takie jak konta oszczędnościowe czy fundusze inwestycyjne (co zresztą nie dziwi).
Przy analizowaniu tych danych należy też wziąć poprawkę na to, że podczas wywiadów przeprowadzanych przez ankietera, respondenci niechętnie przyznają się do jakiejkolwiek niewiedzy. W związku z tym odsetek osób nie posiadających żadnej wiedzy może być tu nawet nieco zaniżony!
Dopełnieniem tego obrazu niech będzie fakt, że blisko trzy czwarte (72%) Polaków w wieku 15+ uważa, że oferty banków często wprowadzają w błąd. I trudno dziwić się tak druzgocącej opinii, spoglądając chociażby na takie kwiatki... Tymczasem jedną z najczęściej wskazywanych recept na poprawę zaufania do banków byłoby zrozumiałe komunikowanie szczegółów oferty (odpowiedź wskazywana przez 48% ankietowanych).
Jestem ciekaw jak należy rozumieć taką deklarację i jak banki miałyby się z tego wywiązywać. Potrafię sobie bowiem wyobrazić, jak trudne może być przedstawienie w 15-sekundowym spocie reklamowym szczegółów produktu, na którego dokładne opisanie potrzeba 15 stron umowy. Tym niemniej irytuje mnie celowe tworzenie produktów tak, aby właśnie fajnie wyglądały w krótkim spocie lub na plakacie (patrz: mój ostatnio ulubiony przykład, lokata rosnąca Millenium), za to w rzeczywistości, po bliższym przyjrzeniu się, jawią się jako wielkie rozczarowanie.
Jak więc znaleźć balans między rzetelnym informowaniem, a nieuchronnie skrótową formą przekazu reklamowego? O złoty środek na pewno trudno. A może nie chodzi o ulotki i reklamy - niech te rządzą się swoimi prawami, ale za to może umowy powinny mieć bardziej przystępną formę i zrozumiałą treść? Czy jakiś bank w ogóle idzie w tym kierunku?
Cóż, w oczekiwaniu na pozytywne zmiany w tym zakresie, niech ratuje nas dystans do bankowych zachęt, uważne czytanie szczegółów ofert i samych umów. Żałując czasu na tę lekturę, pieniędzy na profesjonalną poradę, albo choćby wstydząc się zapytać, gdy coś jest niejasne, można bardzo wiele stracić.
Zobacz także:





Zapraszam do dyskusji! Czytam każdy komentarz i staram się odpowiedzieć każdemu Czytelnikowi.
W dyskusji obowiązuje kultura i wzajemny szacunek. Komentarze podpisywane jedynie nazwą strony lub frazą pozycjonującą są traktowane jako spam.
Zobacz dlaczego warto skomentować ten wpis!
0 komentarz(y):
Prześlij komentarz